Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mini Recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mini Recenzja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 marca 2015

Mobile Suit Gundam: The Origin I



Mobile Suit Gundam: The Origin I

Liczba odcinków: 4 (wyszło jeden)
Czas trwania: około jednej godziny.
 

Trailer


            Stało się po tylu spekulacjach, zapowiedziach, które nie okazywały się prawdziwe i tych bardziej zgodnych z rzeczywistością w końcu od wczoraj możemy obejrzeć pierwszy odcinek nowej Gundamowej OVY. Zatem wczoraj wieczorem się rozsiadłem otworzyłem Starovara i pochłonęłam się tym razem nie lekturze, a tym co dzieje się na ekranie i… nie było tutaj dla mnie żadnego efektu „Łał” jak w przypadku Unicorna, ot sumiennie odrobiona robota i niestety nic więcej.

            Nie wiem dlaczego jakoś Unicorn zdobył z miejsca moją sympatie a Origin jakoś nie mógł tego zrobić, czy dlatego, że za bardzo widoczne CGI, czy może dlatego, że przed Unicornem w metaversum Gundama miałem jedną wielką posuchę i nic tak naprawdę mi się nie podobało. A teraz jestem nieco bardziej syty, bo chwilę temu skończył się Unicorn, a obecnie trwa całkiem przyzwoite G-Reco. Niemniej fakt, jest faktem Orgin (póki co) to dla mnie niestety przeciętniak.

            Fabularnie nowa OVA jest oparta na rozdziałach mangi, których akcja dzieje się przed wydarzeniami z Gundam 0079, co uważam za największy plus, bo po co nam kolejny już raz pokazywać tą  samą historie (UCZ SIĘ GAINAX!!!), więc mamy okazje poznać kulisy powstania Księstwa Zeonu, początku konfliktu i jak Casval stał się Charem, Artesia Saylą  i skąd Dozel ma swoje blizny. Ot to o czym marzyli chyba wszyscy fani uniwersum UC. I pierwszy odcinek stanowi do tego wstęp. Pod tym względem wszystko jest w jak najlepszym porządku, póki co wydarzenia są przedstawiane tak jak w mandze, a wszystko w odpowiedniej oprawie (kreska postaci jest w stylu Origina co mnie bardzo cieszy). Najbardziej zapadł mi w pamięć wątek Astraii, chyba najbardziej wyciskający łzy element całego Origina. 


Pod względem postaci, to dla mnie całe show kradnie Dozel wraz z Ramba Ralem i Hamon. Dozel z powodu swojej rozbrajającej na każdym kroku prostolinijności, a Ramba, cóż bo to jest Ramba, on wszędzie jest zajebisty, nawet w Build Fighters… O Hamon z kolei dowiedzieliśmy się o niej czegoś więcej, co tym bardziej spotęgowało moją sympatię do tej postaci. Reszta była w porządku, nikt jakoś mnie specjalnie nie irytował, kto miał być sympatyczny, był sympatyczny, kto był ohydną kreaturą to był ohydną kreaturą. Innymi słowy Neelixóww Orignie póki co nie uświadczymy.  

            Niestety to co najbardziej mi się w tym epie nie podobało, to nieco przesadzony humor, który w pewnych momentach był po prostu nie odpowiedni, a także niekiedy animacja niektórych postaci, szczególnie kiepawo wypadła scena „konfrontacji” Casvala z Kacylią Zabi, która nieco za bardzo poruszała się przy swoich dialogach co całkowicie zniwelowało wagę te sceny… szkoda… Bo w mandze miała o wiele większy efekt.  Na szczęście poza tymi drobnymi rzeczami, jak ta nadmierna ruchliwość i czasami psujący atmosferę humor atmosfera była bez zarzutu i odpowiadała swojemu papierowemu pierwowzorowi.

            Od strony technicznej najbardziej nie podobała mi się animacja CGI, od niezłej (Guntank, pierwsza bitwa (swoją drogą fajne fedki zdychały ;) ), do wręcz paskudnej (konie podczas pogrzebu Zeona), ciągle się zastanawiam, dlaczego MSy nie mogą wyglądać jak te w Unicornie. Same MSy nieco za bardzo upodobniono do tych ze zwykłego Gundama. Jest też niekonsekwencja, bo podczas pierwszej bitwy  z ich użyciem mamy już Zaku High Mobility type.

Tyle, pierwszy epizod jest dobry, nie wywołał u mnie pragnienia jak najszybszego obejrzenia kolejnych epizodów, ale też mnie od serii nie odstręczył. Kolejny epizod pod koniec roku, szkoda tylko, że niczym mnie nie zaskoczy…

Plusy
Wierność mandze
Design postaci
Fabuła
Postacie

Minusy
Animacja CGI
Nic nowego  
Humor psujący atmosferę 

wtorek, 20 maja 2014

Mobile Suit Gundam Unicorn 7


Mobile Suit Gundam Unicorn
Rok Produkcji: 2010 - 2014
Ilość Odcinków 7
Czas trwania: około 90min.

Trailer


  
  No i w końcu koniec. Wczoraj miałem ogromną przyjemność z dużą dawką goryczy obejrzeć ostatni odcinek tej niesamowitej przygody i powrotu do starego dobrego Kalendarza Uniwersalnego. Tajemnica La+ Box została wyjawiona, starcie o jego zawartość  zostało rozstrzygnięte, a świat już nigdy nie będzie taki sam… A co ja o tym sądzę o tym poniżej, oczywiście jasne  jest że zawarte są niżej spoilery, a recenzje ogólną serii postaram się jak najszybciej napisać (zachowując przy tym jakiś poziom oczywiście, bo Unicorn na to zasługuje i to bardzo), może też paść parę przekleństw (wciąż piszę na gorąco).
    Nie lubię takich zakończeń bardzo, oj bardzo ich nie lubię. Może dziwnie to zabrzmi, gdy za chwilę napiszę dlaczego mi się podobało, ale tak już niestety jest. Nieszczęściem Unicorna wobec mnie jest fakt, że ma jeden element, który powoduje, że niestety do serii nie będę wracał specjalnie za często. Chodzi oczywiście o śmierć Maridy Cruz. Bardzo ją polubiłem i mimo świadomości, że w powieści dziewczyna też ginie, to miałem cichą nadzieje, że w wersji animewanej oszczędzą jej tego smutnego losu. Dobijające jest dla mnie dodatkowy fakt, że w zasadzie oprócz jej nikt (znacząco sympatyczny) nie ginie, co czyni jej śmierć jeszcze bardziej dla mnie dotkliwą. Dodatkowo jej mordercy, temu zasranemu, samolubnemu, rozpieszczonemu skurwielowi w zasadzie się upiekło i potem jakoś dziwnie nikt nie miał do tego pretensji. Jasne Marida po śmierci, jako istota astralna zyskała ogromną moc i bardzo pomogła naszym bohaterom, w tym owemu zasrańcowi (poukładała mu klepki w głowie (te, co mu pozostało, (czyli niewiele)), co jednak w ogóle go nie usprawiedliwia i wolałbym, aby poniósł jakieś konsekwencje (vide Guld z Macross Plus), mógłby się poświęcić w walce z Full Frontalem, bądź wyparować po strzale z Gryps 2, ale niestety dupa gnój przeżył i będzie mnie wkurzać w jakiś Unicornowych quasi sequelach. Uważam też, że naturalnej byłaby gdyby to Zinnerman się poświęcił ratując Maridę, a tak los znów biedaka kopnął ostro w dupę. Jako, że jestem teraz na fali tego co mi się mniej (lub w ogóle) podobało, to idę tym tropem dalej. Przede wszystkim dotknął mnie brak załogi Zinnermana, jeden uratował Arghmę  w jednym momęcie bitwy, drugi stracił swojego Zulu (na szczęście chłopak zdążył zwiać) i pojawili się, gdy Zinnerman wraz z kolegami przejmował stery nad Colony Bilderem.  Szkoda, liczyłem na ich większy udział w finale, choć rozumiem też ograniczenia czasowe jakie siłą rzeczy z tego wyniknęły. Stały punkt programu Angelo jak zwykle kompletnie się nie popisał. Zawsze uważałem, że on jest dupa a nie żołnierz (i chyba generalnie tym dla Full Frontala był), Banagher nawet nie musiał w niego  celować wystarczył mały atak jego Newtypeowymi mocami i Angelo pokonał się sam.  Generalnie te parę minut tego zjeba można było wykorzystać lepiej. Chociażby na wspomnienie, którego mi zabrakło, chodzi mi o matkę Linksa, która miała dość sporą rolę w pierwszym epie i w finale (chociażby sceny z ojcem mogłaby się pojawić).

    Dobra koniec narzekania, czas na to o mi się podobało. A podobała mi się w zasadzie cała reszta, nawet Newtype magic, które od czasów CCA niespecjalnie mi się widzi mi nie przeszkadzała a wręcz mile mi się zaczęła kojarzyć z 2001: Odyseja Kosmiczna. Nie zabrakło oczywiście cameo oryginalnego Gundama czy CCA, podczas mentalnej bitwy Banaghera z Full Frontalem. Sceny batalistyczne były świetne, szczególnie na początku podczas starcia z siłami zdrajców z Neo Zeonu, które zapewniły nam masę cameo różnorakich MSów, zaskoczeniem była dla mnie obecność Bawoo i Zaku III, MSy które darzę sympatią, na ziemi klasę pokazali federacyjny Black Three Stars, a Brightowi nawet na chwilę urosły jaja. Sama batalia z Neo Zeongiem (a raczej Sinanju w zbroi), była ok. Może to nie to co byśmy oczekiwali, bo toczyła się ona raczej na poziomie mentalnym, a nie fizycznym, to jednak miała w sobie sporo wyjątkowości i epickości. Bohaterowie stanęli na wysokości zadania. Mineva jak zwykle błyszczała charyzmą i jak było widać podporządkowała już sobie Banaghera całkowicie. Ich związek będzie chory, może nie aż tak jak Dianny i Lorana, jednak na podobnym poziomie. Sam Links pokazał klasę. Bałem się, że skończy jak Kamille w oryginalnej Zecie, ale na szczęście los był dla niego na szczęście bardziej łaskawy (zamiast warzywa, będzie pod butem). Świetnie dawał sobie radę zarówno z tępym chujem jak i z Full Frontalem. Coś mi się wydaje, że Banagher jest jednym z potężniejszych, jeżeli nie najpotężniejszym Newtypem, jakiego mieliśmy okazje oglądać na ekranie. Bardzo jestem ciekawy jak jego (i Minevy) potoczą się losy w przyszłości. Unicorn to dojna krowa, więc jakiś (przynajmniej) mangowych sequeli się spodziewam. Na każdym kroku za to nie przestawiali mnie zadziwiać kapitan Otto i Zinnerman ich współpraca była świetna (samego Otto bardzo lubię od 6 epa, gdzie pokazał trochę swojego charaktetu). Fajnie też, że w tle przewijał się dowódca ECOAS, który też zaplusował u mnie w poprzednim odcinku. Swoistym czarnym koniem serii był przydupas Vista: Gael Chan. Łysy milczący koleś, którego wszyscy spisali na straty po pierwszym epie. W tym pokazał, że ma jaja stając naprzeciw Neo Zeonga. Fajnie, że przeżył. Kolejny obok Marbet z Victory (tak się składa, że to moja ulubiona postać z tej serii ^^) „nieśmiertelny w UC”, pewnie po całej awanturze będzie służył u Banaghera.  Najważniejszy element, czyli tajemnica La+ Box okazała się świetnym rozwiązaniem w świecie UC. To nie jest lekarstwo na wszystkie bóle, o którym cały świat będzie żyć w pokoju i szczęściu (to UC doczekało się wiele tysięcy lat później), to jedynie szansa na lepszejsze jutro, tylko tyle i aż tyle. Subtelne i w stylu UC. Technicznie ep był jak zawsze świetny, choć w paru momentach ugryzło mnie po oczach CGI (ale nieznacznie), do tego genialne kompozycje doskonale potęgujące klimat serii.


PS. Sunrise została jeszcze jedna Puru, mam nadzieje, że jej nie uśmiercą ;).
PS2. Fajnie, że mamy w końcu potwierdzenia istnienia życia po życiu w UC przynajmniej dla Newtype'ów.



czwartek, 21 marca 2013

Mobile Suit Gundam Unicorn 6



Mobile Suit Gundam Unicorn
 Rok Produkcji: 2010 – 2013
Liczba odcinków: 7 (wyszło sześć) 
Czas Trwania: około 60minut


Szósty epizod Unicorna za mną… I był świetny, a momentami nawet podobał mi się bardziej niż poprzedni odcinek.

            Całość jest zrealizowana doskonale, dzięki czemu łatwo zrozumieć powód, dla których kolejne odcinki wychodzą w takich odstępach czasu. W odcinku góruje przede wszystkim klimat i relacje bohaterów. Sam ciąg wydarzeń podobał mi się niemal tak jak w moim ulubionym piątym odcinku, choć tutaj odczułem spory zgrzyt. Chodzi o rozpad kruchej koalicji pomiędzy Neo Zeonem a Londo Bell. Osobiście wolałbym gdyby doszło na skutek działań Full Frontala i jego ludzi niż działań części załogi Nehel Argamy, które wydało mi się mocno niestosowne, wielka szkoda. Jednak sam rozpad sojuszu i ujawnienie planów Full Frontala, spowodował podział Zeonu na frakcje klona Chara i Minevy. Na koniec odcinka mamy, zatem trzech pretendentów do La+: Neo Zeon Full Frontala, Nehel Argmę wraz z Minevą i jej lojalistami, a także Fundacje Vist, która wysyła Banshee.

Odcinek w zasadzie należał do postaci drugoplanowych, a główna stawka jakoś zeszła na drugi plan. Marida odzyskuje prawdziwą wolność, Kapitan Otto w zasadzie kradnie cały odcinek, a Zinnerman w końcu uwalnia się od swojej przyszłości. Także przyjaciele Linksa ze szkoły dodają (w końcu) coś od siebie. Takuya Irei okazuje się utalentowanych mechanikiem i inżynierem, który udoskonala i dozbraja Unicorna. Micott Bartach zyskała u mnie swoim zachowaniem u mnie sporo (może za wyjątkiem tego buntu), spodziewałem się, że będzie podkopywać i uderzać w Minevę, kiedy się tylko da, a tu niespodzianka. Ona, jako pierwsza stwierdziła, że Mineva jest tym dobrym w Zeonie. Spodziewałem się po niej toksycznej, małostkowej i mściwej laski, która zrobi dosłownie wszystko, aby ukarać Minevę za to, że ta ukradła jej Linksa. Ta się jednak pogodziła z losem i poszła swoją drogą. Role mściwego angstowego Emo dupka przejął Riddhe, był już średnio sympatyczny w poprzednich epach, a po tym jak dostał kosza od Minevy, to dostał załamania i stał się mhroczny… żałosny jest. Drugą antypatyczną postacią jest dziwka Full Frontala: Angelo… naprawdę do tej pory w Gundamie napotkałem na wielu fanatycznie i/lub całkowicie oddanych żołnierzy, ale ten to już przekracza wszystko. Co drugie słowo, jakie wypowiada to kapitan to, a kapitan tamto, w ogóle nie przejawia własnej inicjatywy, jest jedynie wykonawcą rozkazów, sam nie wiem, jakim cudem tak wysoko zaszedł, dla porównania Mashymre Cello, który był całkowicie oddany Haman był przy okazji zdolnym dowódcą i przejawiał sporo inicjatyw. Jak widać Frontal lubi otaczać się ludźmi o miernej kondycji intelektualnej…

Główne postacie w zasadzie utrzymały tok rozwoju z poprzednich epów, co mnie osobiście cieszy.  Zarówno Links i Mineva są tak samo świetni jak w poprzednim epizodzie. Marida w końcu nie musi w końcu ślepo słuchać Zinnermana i sama może decydować o sobie. FF to mizerny cień Chara i to widać po tym, epie, bo jedyne, co posiada od swojego wzorca to umiejętności pilotażu.  

Oprawa Audiowizualna się nie zmieniła i nie ma w zasadzie, o czym tutaj się rozpisywać. Singiel już wyszedł, a przy tym jedna z lepszych piosenek z napisów końcowych i trailerów. Wielki plus za flash back z Kontrataku Chara, gdzie wykorzystano fragmenty filmu.

Z niecierpliwością oczekuje na ostatni odcinek 7, który niestety pojawi się dopiero na wiosnę za rok. Mam nadzieje, że będzie różnił się od tego z wersji powieściowej (generalnie chodzi mi o los jednej z postaci). No i muszę Uniemu przyznać, przekonał mnie do kupna dwóch Fedkowych modeli i dodania kolejnego klucza do mojej kolekcji.

wtorek, 22 maja 2012

Mobile Suit Gundam Unicorn 5


Mobile Suit Gundam Unicorn
 Rok Produkcji: 2010 – 2012 
Liczba odcinków: 7 (wyszło pięć) 
Czas Trwania: około 60minut

   Na początku parę informacji: Zostało ogłoszone, że seria nie będzie mieć 6 odcinków jak z początku było planowane, ale siedem! No i szósty ma być znacznie dłuższy, niestety na premierę poczekamy aż rok. Najprawdopodobniej jest to spowodowane tym, że zespół stwierdził, że nie da rady zamknąć fabuły w 6 epizodów i zaczął wszystko od początku i stąd takie długie opóźnienie, ale czy czas pomiędzy tymi epami będzie mi się dłużyć? Odpowiedź brzmi nie, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. 

   Bez ceregieli: To najlep…nie… to jak dotychczas mój ulubiony odcinek Unocorna do tej pory, wręcz spełnienie moich marzeń, wszystko potoczyło się wręcz wspaniale… Historia została opowiedziana, wręcz doskonale, przy akompaniamencie doskonałej oprawy audiowizualnej, ba nawet nie wiem od czego tu zacząć, mimo, że jak zwykle przed opisaniem kolejnego odcinka się z tym „problemem” przespałem. Dalej jestem pod ogromnym wrażeniem tego epizodu. Najlepiej zacząć, od tego co Gundamowi zazwyczaj wychodzi najlepiej: Postacie, wszyscy odegrali świetną rolę, ci których darzyłem sympatią lubię jeszcze bardziej, a tych co nie lubiłem, nie lubię tym bardziej. Za wyjątkiem Brighta, który o dziwo zachował się niezwykle szlachetnie, może dlatego, że czuł sentyment do kolejnego dzieciaka w Gundamie i kuły go wyrzuty sumienia, że za stworzenie Tytanów Light sprzedał szansę kolonistów na pokojową emancypację w łonie Federacji Ziemskiej? Kto go tam wie, niemniej zdobył u mnie sporo punktów. Mineva była niesamowita w tym odcinku, wciąż pełna dumy i za żadne skarby nie zrobi nic, co byłoby sprzeczne z jej wartościami i nie dała się przekabacić na stronę zeźlonej Fundacji Vist. (prowadzonej przez najgorsze kreatury od czasów Jamitova z Zety), niemniej pojawiło się małe ale, bo gdy Martha Vist odpowiedziała, że Marida została stworzona przez Neo Zeon po tym jak Mineva w zamian za pomoc w przekabaceniu Linka na stronę fundacji, zażądała jej zwrócenia (trochę przedmiotowo, ją potraktowała xD), to mogła odpowiedzieć, że to nie Neo Zeon, ale to Glemy był odpowiedzialny za jej stworzenie, który było nie było walczył z oficjalną władzą odtworzonego księstwa. Niemniej była to niewielka wpadka scenarzystów, później było jeszcze lepiej, szczególnie odrzucenie propozycji Riddhe’a i ponowne spotkanie z Barnagherem. Sam Links sprawdził się w tym odcinku doskonale, wiedział komu zaufać, a kogo ignorować, co raz bardziej przypomina mi Lorana, gdy robi wszystko aby nie tylko przywrócić Maridzie pamięć, kapitalna scena, gdy za wszelką cenę chce powstrzymać transformacje Unicorna, ale i stara się podczas walki nie zabijać wrogich pilotów. W ostatnich scenach był jeszcze lepszy, no i otrzymał pomoc z najmniej spodziewanego źródła. Marida ma ciężko w tym odcinku, oj bardzo ciężko, ma wyprany mózg, znów nazywa się Puru 12 i walczy dla Fundacji Vist, na szczęście motyw jej amnezji został zakończony w tym odcinku i dzięki staraniom Linksa wróciła jej pamięć, bardzo mi się podobało, że to koniec końców Zinnerman przemówił jej do rozsądku, dodatkowo dowiadujemy się skąd wzięło się nowe imię Maridy (znaczy Marida xD). Co do najmniej lubianej przeze mnie postaci: Riddhe’a, który coraz bardziej zagłębia się w odmętach obłędu, szczególnie po tym jak Mineva dała mu kosza (i bardzo dobrze!), no i fakt, żę skopał go Gundam, też miało jakieś tam znaczenie. Generalnie coraz bardziej to on jest rozpieszczonym dupkowatym gnojkiem, który dostaje szajby po tym jak coś nie idzie według jego planu… Zinnerman, choć krótko spisał się na medal heroicznie ratując nie tylko Minevę, ale i Maridę (do spóły z Linksem i…. Brightem). Załoganci jego okrętu choć występ mieli mały, to jednak bardzo znaczący, podobnie jak Lado Bellowa wersja Black Tri Stars. Ludzie z Fundacji okazali się jeszcze bardziej zwyrodniali niż w poprzednich odcinkach. No i co dziwne po raz pierwszy ucieszyłem się na widok Full Frontalna i Angelo w ostatniej scenie.

  Oprócz oczywiście doskonałej historii otrzymaliśmy również to co fani UC lubią najbardziej, a więc zachowywanie konsekwencji wewnątrz uniwersum i nawiązania do poprzednich serii, tym razem otrzymaliśmy cameo jednego z bohaterów wojny jednorocznej Kaia (pilota GunCannon) i kochanki Amuro z Zety o trudnym do wymówienia imieniu Beltorchika i jeden z okrętów Fedków nazywa się General Revil, no i podciągnąć można wypowiedź Minevy, która wpomina grzechy ojca i dziadka (swoją drogą jakie grzechy ojca? Ja sobie żadnych nie przypominam). Fabularnie jak już pisałem, historia w tym odcinku bardzo mi podeszła, wszystko szło tak jakbym chciał w swoich najbardziej optymistycznych planach (pewnie posypie się to jak domek z kart, przy okazji następnych odcinków).Unicorn skupia się przede wszystkim na poszczególnych postaciach, ale nie zapominając od tle politycznym. Pamiętam jak przy okazji poprzedniej opinii napisałem, że życzyłbym sobie frakcji Minevy, ale było to mało prawdopodobne… no właśnie było, bo wiele wskazuje na to, że taka frakcja powstanie, co mnie bardzo cieszy. A teraz strona audiowizualna. Muzyka jest fenomenalna, już poprzednich odcinkach była świetna, ale tutaj wydaje mi się jeszcze lepsza (pewnie z powodu ogólnego odbioru odcinka). Strona wizualna, też jest bez zarzutu choć miałem wrażenie w kilku momentach, że jest spadek jej jakości (o transformacji do trybu Destroy przez Bashee nie wspominając). 

  Generalnie jestem bardzo usatysfakcjonowany zakończeniem odcinka, a fakt, że taki pozytywny obraz został wykreowany, to średnio chcę zobaczyć jego rozpad, który pewnie nastąpi w kolejnych epizodach. Fanów walk mechów, ten odcinek może nieco zawieść było ich mniej niż poprzednich epizodach.

środa, 16 listopada 2011

Mobile Suit Gundam Unicorn 4



Mobile Suit Gundam Unicorn
Rok Produkcji: 2010 - 2011
Ilość Odcinków 6 (wyszły cztery)
Czas trwania: około 60min.

Trailer


Najlepiej czasami komentować coś na świeżo, więc piszę ten tekst tuż po zakończeniu seansu najnowszego odcinka Unicorna… Więc jak wrażenia? Jest wyśmienicie, jest genialnie i nawet nie wiem od czego tutaj zacząć, ponieważ chciałbym coś zachować na recenzje całej serii, nie wyczerpując wszystkich pomysłów podczas pisania tych krótkich opinii…
Zatem od czego by tu zacząć… Już wiem, od tego co zawsze najłatwiejsze do odczucia, a zarazem najtrudniejsze do opisania- klimat. Unicorn to UC i to widać z każdym kolejnym epem coraz bardziej. Co więcej jest to epickie UC, a Unicorn chyba już zdeklasował konkurentów w tej mierze. Jest smutno, jest ulotna nadzieja i jest tragedia. To co zawsze cechowało kolejne produkcje z tego uniwersum (nie licząc jednej OVY). Klimat ten został doskonale uchwycony w kolejnych filozoficznych dyskusjach pomiędzy poszczególnymi bohaterami (choć nieco zwykłych dialogów mogliby dać nieco więcej, aby choć trochę odciążyć odcinek i zmniejszyć ryzyko wpadnięcia w patos).  Bitwy, a raczej jedna wielka bitwa jest niezwykle epicka…  Jej epickość nie opiera się na tym, że nasz dzielny Gundam lata w tę i w tamtą stronę i pojedynczymi strzałami rozprawia się z tysiącami wrogich maszyn. Tu mamy ukazaną operację wojskową w której udział biorą jedynie maszyny masowej produkcji co stwarza niesamowity klimat, który dopełniają kolejne krótkie potyczki pomiędzy dzielnymi żołnierzami Zeonu, a siłami zgnuśniałej Federacji. Robi to ogromne wrażenie i bardzo trudno to opisać słowami. Ogólnie jest wyśmienicie i mam nadzieję, że w kolejnych odcinkach raczej nie zobaczymy beamspamu tylko jak do tej pory kunsztowne potyczki wielkich robotów. Od strony zarówno klimatu jak i oprawy audiowizualnej to arcydzieło. I chyba jedynie OST od Turn A wciąż pozostaje najlepszym dla mnie soundtrakiem.
Przejdźmy teraz do fabuły i postaci.     
Ukazana tu opowieść coraz bardziej kroczy tymi smutnymi ścieżkami, nie spodziewam się więc dobrego zakończenia. Raczej zanosi się na takie jak zawsze - powrót do status quo zapewniony przez wiernego pieska Federacji Brighta… Generalnie to nie jest dobry odcinek zarówno dla fanów Zeonu, jak i fanów Federacji (a są tacy?). Jest tak z dwóch powodów. Po pierwsze nasi dzielni mieszkańcy z kosmosu kolejny raz dostają wciry, a po drugie ziemskie bydło dostarcza nam coraz więcej powodów aby ich nie lubić… Cóż, świat UC jest brutalny i nie wystarczy pacyfistyczny bełkot nastolatka z autyzmem/lub grupy nastolatków, aby świat skierował się na właściwe tory… Jestem więc nieco przybity tym odcinkiem. Był dobry, był ostry, ale coraz bardziej odbiera mi nadzieję na w miarę szczęśliwy finał… Postacie są bardzo solidne. Widać w nich co prawda archetypy znane z poprzednich Gundamów, ale jak rdzeń jest dobrze wykorzystywany to nie mam z tym większych problemów. Mineva wciąż „rządzi”, Maridy coraz bardziej mi żal, a co do Linksa to mam wciąż mieszane, ale i tak pozytywne odczucia. Co do Riddhe’a wreszcie, to coraz bardziej go nie lubię (ale gość mnie nie drażni! To różnica). Generalnie jest bardzo dobrze. Z resztą postaci również się zżyłem jak np. z Zimmermanem i jego załogą. Bardzo podobali mi się członkowie pozostałości Zeonu na Ziemi. Wielka szkoda, że ich już nie zobaczymy.
Odcinek nie jest bez wad,  jest momentami za bardzo pompatyczny i brakowało mi nieco bardziej normalnych dialogów. Do tego niesamowite sceny batalistyczne doskonale oddające klimat walk wielkich robotów. Oby Unicorn utrzymał wysoki poziom. Czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek. Dobra, koniec lukrowania…

PS. Mam nadzieje, że ta nędzna Federacyjna podróbka Black Tri-Stars zginie marnie…

czwartek, 10 marca 2011

Mobile Suit Gundam Unicorn 3



Mobile Suit Gundam Unicorn
Rok Produkcji: 2010 - 2011
Ilość Odcinków 6 (wyszły trzy)
Czas trwania: około 60min.

Trailer

Trzeci epizod Unicorna miał sporę problemy aby się ukazać, raz okazało się, że wyprodukowano za mało płyt DVD/BluRay aby pokryć zapotrzebowanie, to do tego był spory problem ze steamingiem przez PSN. Czy było warto przeczekać te wszystkie przeciwności? Jak najbardziej tak!
           
            O samej fabule nie ma co się rozpisywać na razie jest dobrze i mam nadzieje (choć sporę obawy o to mam) tak pozostanie, względnie jest świeżo, postacie dopisują, brak bzdur większego kalibru. W odcinku trzecim dzieje się sporo, jest dużo akcji i epickich scen batalistycznych a przy tym, jest (przynajmniej dla mnie) dosyć smutny, nie tylko z powodu śmierci postaci, które polubiłem, albo wydawały mi się sympatyczne, ale z samej atmosfery odcinka. Poznajemy backstory Maridy (lekko dziewczyna w przeszłości nie miała), ba nawet jest cameo naczelnego pedofila UC: Glemy’ego Toto. Full Frontal co prawda do Chara niezwykle podobny, to jednak Charem nie jest i choć dalej uważam, że Links powinien opowiedzieć się po stronie Zeonu, to jednak Frontall zasiewa swoim zachowaniem sporo niepewności. Zdecydowanie Mineva w tym odcinku znów błyszczy i pokazuje się z jak najlepszej strony, choć i w jej zachowaniu mamy mały zgrzyt, chce lecieć na Ziemie i pogadać z odpowiedzialnym w Federacji  za politykę kosmiczną, wydaje się to o tyle dziwne, że Audrey powinna wiedzieć, że dyskusja z rządem Federacji mija się z celem. Jak już wspomniałem Links nie chce pracować zarówno dla Fedków, jak i dla Zeonu i wciąż nie wie co robić, więc dalej przeżywa rozdarcie pomiędzy dwoma stronami konfliktu, smutny jest fakt, że pewnie skończy się jak zwykle i tym razem ostatnie słowa Haman Karn, znów okażą się prawdą… szkoda. Niemniej dalszy ciąg ciekawi mnie niezmiernie jak to się wszystko skończy (chociaż rewolucji na pewno nie będzie, zważywszy na akt, że w F91 Federacja wciąż istnieje i niewiele się zmieniła od tego czasu). Lando Bell choć jest wyraźnie bardziej zdrową organizacją niż Tytani, co raz mniej mi się podoba, a to niby siły złożone z dawnego AEUG (w którego skład wchodzili również żołnierze Zeonu). Bo kto sprowokował bitwę w kolonii w pierwszym odcinku? Do tego przedmiotowe traktowanie Maridy (wielcy mi Prawi i sprawiedliwi).
 Ale jeżeli odcinek wywołał u mnie takie emocje, to dobrze o nim świadczy, oglądając go czułem zachwyt, smutek i złość, ale cóż nie od parady jestem wielkim fanem Zeonu i nie kryje, że to ich w tej sytuacji popieram. Strona techniczna jest fenomenalna, przede wszystkim muzyka miażdży jest epicka i pasowała świetnie do scen batalistycznych, animacja wciąż trzyma ten sam poziom, ale powiem również tradycyjnie, że momentami jest dla mnie niestety zbyt cyfrowo, no ale to obecnie norma, więc nie mam co płakać w rękaw. Same bitwy są widowiskowe i trzymające w napięciu… dla fanów obu frakcji Brak nadmiernego Beamspamu i wszystko pokazane ładnie i stylistycznie, czego chcieć więcej.
        
  Niestety nie ma róży bez kolców, ale to nie dotyczy się bezpośrednio tego odcinka tylko tego co nastąpi. Bardzo niepokoi mnie zdjęcie promujące czwarty odcinek do złudzenia przypomina mi fragment 0079, gdzie Amuro zmagał się z Ramba Ralem i choć spodziewam się tego to mam nadzieje, że Zinnerman nie stanie się jego klonem i nie będziemy mieli powtórki z historii. Osobiście liczę na rozłam Zeonu na frakcje Minevy i Full Frontalla. Choć to raczej mało prawdopodobne.

poniedziałek, 22 listopada 2010

Mobile Suit Gundam Unicorn 2


Mobile Suit Gundam Unicorn
Rok Produkcji: 2010
Ilość Odcinków 6 (wyszły Dwa)
Czas trwania: około 60min.

Trailer:

Unicorn znów przybywa by ratować Bloga (a przede wszystkim mnie) z odmętów niemocy twórczej i wypalenia i choć minął już prawie miesiąc od ukazania się drugiego epizodu Unicorna, to wciąż mam ochotę coś na jego temat napisać.
Drugi odcinek rozpoczyna się w miejscu w którym zakończył się pierwszy pojedynkiem NZ-666 z Unicornem, a dalej jest jeszcze lepiej, dostajemy pełną napięcia sytuacje pomiędzy załogą Lando Bell i Neo Zeonem, który próbuje przechwycić zarówno Unicorna jak i odbić Mineve Zabi aka Audrey, która znajduje się na pokładzie Nahel Argma w całym tym zamieszaniu główne skrzypce gra niejaki Full Frontal (mówiący głosem oryginalnego Chara!) faktyczny przywódca Neo Zeonu mający wiele wspólnego z Charem. Z biegiem wydarzeń Zeonowi udaje się pochwycić Unicorna wraz z jego pilotem Banaghrem Linksem, a dalej jest jeszcze lepiej, poznajemy wiele nowych faktów dotyczących Minevy, Full Frontalna, Neo Zeonu i masy innych ważnych rzeczy.
Najważniejszą zaletą drugiego epizodu Unicorna jest odejście od typowego schematu i powtarzalności kubek w kubek tego co prezentowały dwie pierwsze serie. Widać, że scenarzyści (autor powieści) wykonali kawał ciężkiej roboty, żeby wprowadzić coś nowego, choć mieli problem z samym rozpoczęciem tej historii, bo pierwszy epizod był mocno wpisany w typowy schemat Gundamowych opowieści. Zagłębiając się dalej w poszczególnych aspektach odcinka trzeba przyznać, że postacie prowadzone są po mistrzowsku, choć w wypadku Linksa, jego drogę można w pewien sposób przewidzieć. Puru Twelve aka Marida Cruz ciekawi mnie najbardziej, chociaż i jej los można stosunkowo łatwo przewidzieć, znając perypetie Puru i Puru Two. Mineva pokazuje ogromną klasę emanuje od niej mimo wieku ogromna charyzma i autorytet widać w niej szkołę Haman, a przy tym zachowała sporą niezależność (kolejny argument na to, że Karn nie robiła jej wody z mózgu). Osobiście bardzo się cieszę, że właśnie gałąź Dozle’a Zabiego (jedynego całkowicie pozytywnego członka rodziny Zabi) przetrwała. Jak się potoczę jej losy dalej będę śledzić w kolejnych epizodach z nadzieją na szczęśliwe zakończenie. Wielką tajemnicą jest dla mnie za to Riddhe Marcenas, którego szczęsliwy amulet przypomina mi samolot jakim latała Beltorchika Irma dziewczyna Amuro z Zeta Gundam, jestem ciekawy jego historii i czy ma jakiś związek z Beltorchiką. Tak więc ciężko znaleźć jakieś wady fabularno – postaciowe. No może za wyjątkiem przydupasa Full Frontalna, który kompletnie mi do tej serii nie pasuje i smutnego faktu, że do pełnego cieszenia się z Unicorna, trzeba, choć trochę orientować się w przeszłych wydarzeniach Kalendarza Uniwersalnego. No chyba, że kogoś interesują tylko mechy a fabuła ma mniejsze znaczenie.
Od strony technicznej wciąż jest genialnie, ba jest nawet lepiej (o ile to możliwe) w stosunku do poprzedniego epizodu. Pojedynki mechów są przepiękne pełne dynamizmu i szczegółów (mieć tylko nadzieje, że pod koniec nie zmieni się to w 1 Gundam Vs 100000 MP). O muzyce nie ma co pisać, wciąż jest ekstra doskonale (podobnie jak w Zecie) budująca świetny klimat.
Tak więc zostało nam tylko czekać na odcinek numer trzy, który pojawi się 3 Marca 2011r.

PS. Za tydzień, też coś wrzucę, ale nie powiem co, bo nie chce zapeszać :P.

niedziela, 9 maja 2010

Super Deformed Gundam


 Super Deformed Gundam


SD Gundam powstał w połowie lat 80tych, jako parodia oryginalnego Gundama i robił sobie jaja z wielu ważniejszych wydarzeń, które miały miejsce w trakcie pierwszych trzech serii: 0079, Zecie i ZZ. Potem SD otrzymał swoje osobne światy: Musha (Odwzorowanie feudalnej Japonii) i Knight ( typowe fantasy ze smokami i bohaterskimi rycerzami). W serii wciąż jednak pozostały skeczowe, cukierkowe i prześmieszne wersje Kalendarza Uniwersalnego.
Choć większość SD Gundam dotyczy i wykorzystuje materiał z UC, to są także produkcje, które choć w sumie do SD Gundam nie należą, wykorzystują alternatywne uniwersa. Chodzi tu przede wszystkim o SEEDowskie Supernova i zapowiedzi drugiego sezonu (czy wczesne filmu) Gundama 00. SD Gundam doczekał się również niezależnego serialu, przeznaczonego głównie dla młodszych widzów. Powstała też masa gier na w zasadzie wszystkie istniejące konsole od NESa począwszy na X-Boxie i PS3 skończywszy.

Gier i serialu omawiać nie zamierzam, bo nie mam skąd wziąć drugiego sezonu, a gry nigdy jakoś nie mogły się przebić na łamy tego bloga.

A wiec krótki przegląd tego co widziałem z SD Gundam:

SD Gundam Mark I
Seria składająca się z trzech krótkich niezależnych od siebie fabularnie odcinków.
Pierwszy to krótka retrospekcja całej wojny jednorocznej, będąca w zasadzie zestawem skeczy i parodii wydarzeń, które miały miejsce podczas tej Wojny.
Drugi odcinek posiada już własną historię. Opowiada on o tym jak żeńskie bohaterki Gundama przyjeżdżają na wakacje do pensjonatów Gundam (prowadzonych przez Amuro, Kamilie i Jedau), które chcą zniszczyć Char z Hotelu Zeon za to, że zabrały mu klientów. Historia bardzo zabawna, pełna subtelnych ( i niesubtelnych aluzji) do różnych serii Gundam.
Trzeci to igrzyska olimpijskie w których udział wzięły reprezentacje Federacji i Zeonu, wszystko komentowane przez Judau'a i Chara. Również zaznaczono problem równouprawnienia MSów i ludzi. 

SD Gundam Mark II
Znów fabularyzowane skecze:
Pierwszy odcinek opowiada o wydarzeniach podczas przedstawienia (striptizu?!) wszystkich żeńskich postaci, które miały nieszczęście w seriach zginąć.
Drugi to parodia gier RPG: Czarodziej Kamille, Wojownik Amuro i Złodziej Jedau wybierają się w podróż by uratować księżniczkę Królestwa Zety. Baaardzo zabawny odcinek, który powinien spodobać się każdemu fanowi RPG. Nie zabrakło też, już tradycyjnie, różnorakich nawiązań.

SD Gundam's Counterattack 
Krótki film zrobiony przy okazji kręcenia Odwetu Chara. Dwie szkoły: Nu School dla chłopców i Zeta Academy dla Dziewcząt zamierzają połączyć się dzięki tęczowemu mostowi miłości (POWAŻNIE!) i szykują się do festiwalu. Jednak plany Chara i Haman chcą popsuć renegaci i chuligani z Counterattack School. Prowadzani przez Amuro łobuzy ruszają szerzyć chaos i zniszczenie.
Jeden z najzabawniejszych SD Gundamów jakie wyszły. Jest on pełny kapitalnych nawiązań i dowcipów. Wykorzystano również obsadę z Gundama 0080 (główne postacie), no i zespół muzyczny Alex Band.

SD Gundam Mark. III
Pierwsze spotkanie z Musha Gundam! 5 krótkich odcinków prezentujących kolejno każdego członka Bandy Pięciu i ich zmagania ze złymi trzema braćmi Zaku. Nieco dłuższy od pozostałych jest piąty odcinek opowiadający o Gundamie Ninja infiltrującym wrogi zamek.
Pierwsze 4 odcinki nie mają więcej niż trzy minuty, ostatni nieco ponad pięć, ale i tak to kupa dobrej zabawy. Szczególnie piąty, w którym pojawia się duet braci Hyaku Shiki, którzy są genialnymi autorami świetnych dowcipów. Ogólnie rzecz biorąc to tylko wprowadzenie do świata Musha - krótkie, ale bardzo zabawne odcinki.

SD Gundam Mark. IV
Ta „seria” ma 2 odcinki i jeszcze dodatkowe uzupełnienie dla drugiego epizodu.
Pierwszy powinien wyglądać znajomo dla każdego kto oglądał Cartoon Network. Jest to bowiem Gundamowa wariacja na temat Wacky Racers. Zobaczyć możemy nawet odpowiednik Dicka Dastardla i Matley’a i ich maszyny 00. W ich role wcielili się Yazan (Dick) i Gemon (Matley). Ogólnie rzecz biorąc genialny odcinek z Fake Gundamem w roli głównej. Ja tam kibicowałem Gals Seven.
Drugi odcinek opowiada o wakacjach na jakie się skusił Nu Gundam (pomylił doskonałe biuro podróży z upadającym interesem starego Zaku i Qubeley). Jako że było już za późno, ruszył w podróż wraz z Sasabi, upośledzonym umysłowo Goufem, i tęgą Azieru. Podczas wchodzenia w atmosferę dochodzi do awarii i wycieczka ląduje najpierw w… realnym świecie, w samym środku wojny jednorocznej, a później w prehistorycznym świecie SD. Bardzo dobrze zanimowany odcinek (szczególnie z powodu przedstawienia MSów ze zwykłej serii). Stworzono też specjalny odcinek poświęcony właśnie omówieniu tego fragmentu odcinka (SD Gundam Mark. IV ep 2 Apleux).

SD Gundam Gaiden 
Tym razem mamy baśń fantasy opowiadającą o bohaterskim Knight Gundamie i jego zmaganiach z Devil Gundamem (seria stworzona przed G), a także o przygodach członków jego drużyny. Amuro miał swój własny epizod nawiązującym fabułą do Romeo i Julii (w tym akurat przypadku Kamille i Fa). Ostatnie odcinki to natomiast kulminacja fabuły wyjaśniająca kim tak naprawdę są Devil Gundam i Knight Gundam. Gaiden jest najdłuższą częścią SD, a każdy odcinek trwa po pół godziny.
Sam nie wiem co o tej serii myśleć. Jest to jednocześnie SD, ale również chce potraktować swoją historię trochę poważniej. Dostajemy więc sztampową opowieść fantasy z robotami i bohaterami z Gundama w roli głównej. Przyjemne się tę serię oglądało, ale jakoś nie pasuje do reszty SD ( no i Kamille nie ma gwiazd w oczach).

SD Gundam Mark. V
Pojedynczy odcinek przenoszący nas znów do świata Musha. Tak więc znów czeka nas cała masa parodii filmów samurajskich. Tym razem Gundam Shogun wysyła Bandę pięciu na poszukiwanie jego skarbu, który ukrył gdy był małym Gundamem (^^). Oczywiście skarb chcą zdobyć także bracia Zaku. W Mark. V pełno jest zdrowego dobrego humoru dającego sporo zabawy z oglądania.

SEED SuperNova 
Próba wprowadzenia w świat SD postaci z SEEDa. Pierwsze dwa odcinki opowiadają o nienawiści Yazaka do Kiry i Arthurna. Próbuje on wraz z Dearkiem pokonać ich w meczu piłki plażowej. Oczywiście bezskutecznie.
Dwa kolejne odcinki to już SEED Destiny. Pierwszy z nich opowiada o tym jak Shin i Luna cofają się w czasie aby nie dopuścić do zaprzyjaźnienia się Kiry i Arthurna (GAY ALERT ON!), a drugi to próba zniszczenia związku Kiry i Lacus.
To technicznie nie jest SD, ale z powodu podobieństw, wrzucam to tutaj. W sumie tylko dla tych, którym się SEED podobał.
Gundam Evolve ep. 14
Jeden z odcinków Evolve został poświęcony słynnemu Musha Gundamowi - dowódcy Bandy pięciu, który ratuje trójkę małych GMów i opowiada im o swoich przygodach, aż zjawia się jego stary odwieczny wróg…
Nic dodać nic ująć - typowy SD Musha Gundam, tylko, że w animacji CGI. Bardzo przyjemny i zabawny odcinek.

SD Gundamów jest oczywiście znacznie więcej. Widziałem też inne przygody Bandy Pięciu, czy inne parodie UC. Jednakże tylko po japońsku na Tubie, więc nie wiem o czym dokładnie były i gdzie je umiejscowić. Natomiast wszystko co tu przestawiłem doczekało się angielskich napisów i bez problemu można znaleźć je w Internecie.

sobota, 27 lutego 2010

Mobile Suit Gundam Unicorn



Mobile Suit Gundam Unicorn
Rok Produkcji: 2010
Ilość Odcinków 6 (wyszedł Jeden)
Czas trwania: około 60min.


Trailer:


Generalnie nie powinienem pisać tej opinii - mini recenzji/recenzji (zwał jak zwał), bo nie mam w zwyczaju oceniać poszczególnych części danej serii i wolę skupić się na całości. Jednak, jako że na blogu dawno nic się nie działo i trzeba jakoś tą niemoc przełamać, postanowiłem odstąpić od tej reguły. Padło na pierwszy odcinek Unicorna, który nadaję się do tego wręcz idealnie.
Może nieco chaotyczne, ale oto moje przemyślenia na temat najnowszego Gundama:

Gdy pojawiły się pierwsze plotki na temat ekranizacji tego cyklu powieściowego i zaczęły wypływać (niekiedy sprzeczne) informacje, czekałem na początek tej serii z wielkimi nadziejami, ale i z wielkimi obawami. Bałem się, że seria nie będzie miała ducha UC, a animatorzy zaserwują nam bohaterów o wyglądzie Bishounów. Takiego stylu wręcz nie trawie (przy 00 był akceptowany, bo seria ta, zwłaszcza w pierwszym sezonie, miała sporo zalet fabularnych). Na szczęście moje obawy okazały się całkowicie bezpodstawne. Otrzymałem nie tylko serię osadzoną w moim ulubionym Gundamowym Uniwersum, ale i zachowującą odpowiedni klimat. Co równie ważne, a może nawet najważniejsze, zachowano także odpowiednią estetykę.
O samej fabule, czy postaciach, wciąż wiele powiedzieć nie można. Nie było specjalnie czasu na ich rozbudowanie przy jednoczesnym rozpędzaniu fabuły. Pierwszy odcinek miał nas przede wszystkim zapoznać nas z ogólną sytuacją polityczną na rok 0096 oraz głównymi postaciami i wciągnąć ich w wir akcji. Solidnego character buildingu i rozbudowy fabuły oczekuję po kolejnych odcinkach. Oczywiście nie mam się co spodziewać rozgałęzianej fabuły na n wątków. W końcu twórcy muszą to wszystko zmieścić w sześciu godzinach. Jestem jednak już prawie pewny, że otrzymamy iście epicką historię. Sami bohaterowie przypadli mi do gustu. Mineva Zabi… ooops, to jest Audrey Burne prezentuje się bardzo dobrze i ma olbrzymie zadatki na stanie się kimś między Haman a Dianną. Co do Banaghera (trudniejszego imienia nie mogli znaleźć?), nie mam jasno wyrobionej opinii. Nic do niego nie mam, ale cały czas usiłuje znaleźć w nim cechy Amuro, lub Kamille. Nie mniej jednak cieszę się, że nie jest zakompleksionym Emo (jak Kira w SEEDzie), ani nie mówi że:” Jest Gundamem” operując przy tym jedną, góra dwiema minami. Reszta obsady również nie daje okazji do narzekania. Marida, podobnie jak Zinnerman, od razu mi się spodobała. Nawet koledzy Linksa nie zapowiadają się na postacie irytujące. No i najważniejszy bohater, Haro! Bez niego to by nie było to! A tak poważnie: nie pojawił się z powietrza i bywa przydatny. Poza tym, zawsze lubiłem tego robota – zabawkę.
Projekty robotów wbiły mnie w ziemię i upewniły się, że nie wyjdę na powierzchnię. Są GENIALNE! Mowa głównie o designie zwykłych mechów. Zarówno Geara Zulu jak i federacyjnego ReZEL. Do tego dochodzi równie piękny Mech Mirady: Kshatriya - wspaniała wersja rozwojowa mechów z rodziny Qubeley. Mecha tego zapewne sprawię sobie w wersji plastikowej. Sam Gundam również jest udany i nawiązuje do oryginalnych barw jakie proponował Tomino dla RX-78-2. Również i jego model dołączy do mojej kolekcji (tym razem jednak w wersji TV, bo w ka raczej nie zainwestuję). Najważniejsze, że nie ma zbytnio pstrokatych mechów rodem z SEEDa, Winga czy 00.
Co do oprawy audiowizualnej, jestem w pełni zadowolony. Mamy animację przypominającą tą z New Translation, ale po odpowiedniej dawce sterydów, więc i ona jest wspaniała i doskonale komponująca się z resztą serii UC. Nie obeszło się jednak bez wpadek, głównie tam, gdzie do czynienia mamy z czystym CGI. Szkoda, że tak mało Anime kręci się z tak przyzwoitą animacją. Muzyka jest fenomenalna; jedna z najlepszych Gundamowych ścieżek dźwiękowych.

Póki co, to tyle jeśli chodzi o moje ogólne przemyślenia i odczucia. Obecnie z niecierpliwością czekam na kolejny odcinek i, choć pojawi się dopiero jesienią, mam nadzieję, że czekanie się opłaci i nie stracą formy. Poprzeczka ustawiona została niezwykle wysoko.

sobota, 16 stycznia 2010

Mobile Suit Gundam Evolve



Mobile Suit Gundam Evolve
Rok Produkcji: 2001-2007
Liczba Odcinków: 15
Uniwersum: Kalendarz Uniwersalny, Future Century, After Colony, Cosmic Era, Super Deformed.

Na Gundam Evolve składa się 15 epizodów. Każdy z nich prezentuje innego Gundama, lub Mecha. Początkowo Evolve miał liczyć jedynie 5 odcinków, jednak Bandai szybko postanowiło nakręcić kolejne. Ideą Evolve jest ukazanie poszczególnych maszyn bojowych używając do tego doskonałej jakości CGI. W głównej mierze chodziło zwyczajnie o zareklamowanie modeli.
Nie będę pisał ogólnej recenzji całej serii, bo to nie ma za bardzo sensu. Zamiast tego przelecę po wszystkich odcinkach i opiszę je w dwóch, trzech zdaniach.

Odcinek 1: RX-78-2
Odcinek pilotażowy. Tuż przed ostatecznym atakiem na A Baoa Qu. Amuro przypomina sobie swoje dotychczasowe zmagania i ludzi którzy oddali za niego życie.
Pierwszy odcinek jako jedyny nie jest w CGI i składa się z fragmentów oryginalnej serii.

Odcinek 2: RX-178 Gundam Mark II
Akcja toczy się na krótko po zakończeniu Zety. Na ekranie widzimy komunikat, w którym życzą Kamille powrotu do zdrowia oraz zostaje nam zaprezentowany Mark II. Dowiadujemy się w jaki sposób działają mechanizmy oraz oglądamy nagrania treningowe, na których Kamille walczy z dwoma Dronami i Rick Diasami.
Ciekawy odcinek, ale dopiero od sesji treningowej. Na szczególną uwagę zasługuje końcówka i list Kamille z przeprosinami. Odcinek buduje niezły klimat i wpasowuje się do Zety.

Odcinek 3: GF13-017NJII God Gundam
Pierwszy odcinek z Alternatywnego Uniwersum, podczas treningu Tai Chi. Domon zostaje zaatakowany przez Rusing Gundama.
Bardzo klimatyczny odcinek z niewielką dawką humoru charakterystycznego dla Rain i Domona. Dobra walka i bardzo ładne otoczenie.

Odcinek 4: RX-78 GP03 Dendrobium
Odcinek ukazujący możliwości GP03 (GP03… alias Inspektor Gadżet). Rozwija nieco fabułę OVY: Stardust Memory. Nie lubię tego Gundama, ale sam odcinek jest dobry.

Odcinek 5: RX-93 Nu Gundam
Alternatywna wersja wydarzeń z filmu kinowego: Kontratak Chara. Starcie ukazujące możliwości słynnego Nu Gundama i ogromnego Alpha Azieru. Tym razem jednak z pozytywnym zakończeniem.
Bardzo dobry odcinek. Zresztą na tym właśnie epizodzie miał się z początku Evolve zakończyć. Bardzo ładne CGI, no i alternatywna wersja wydarzeń by Happy Tomino.

Odcinek 6: YMF-X000A Dreadnought
Mało zrozumiały przeze mnie odcinek. Głównie dlatego, że nawiązuje do jednej z odnóg SEEDa, tak więc nie za bardzo wiedziałem co się tam dzieje. Mimo to obejrzałem z przyjemnością.

Odcinek 7: XXXG-00W0 Wing Gundam Zero
Jedyny odcinek z After Colony. Rozmowa Doktora J z Releną. W tle natomiast działania Heero w jakieś bliżej niezidentyfikowanej bazie.
Heh… Odcinek o „Aniołku”. Całkiem dobry - świetny klimat i bardzo dobre CGI (chociaż ludzi mogli sobie odpuścić). Jest to dużo ciekawsza propozycja niż oryginalny Wing.

Odcinek 8: GAT-X105 Strike Gundam
Najmniej treściwy odcinek. Ot, Strike wpada do fabryki GINNów i rozwala wszystko w drobny mak.
Zabawny epizod, głównie z powodu spowolnionych akcji rodem z Matrixa. (Podmienili jedynie Neo na Strike’a).

Odcinek 9: MSZ-006 Zeta Gundam
Kolejny dziwny odcinek. Tym razem akcja toczy się po Zecie. Trzy Zeta Gundamy ruszają aby powstrzymać olbrzymiego piramido-podobnego mecha.
Ogólnie dobrze zobaczyć w akcji Zete Gundam. Sam wątek fabularny też poprowadzony jest całkiem zgrabnie. Jednak QRX-006 Geminus za bardzo kojarzył mi się z okrętem Goa’uld. No i White Unicorn mógłby mieć większą rolę. Jest to najdłuższy odcinek.

Odcinek 10: MSZ-010 ZZ Gundam
Epilog ZZ Gundam. W drodze na Jowisza, Judau jest świadkiem pościgu sił Neo Zeonu za Qubeley. Rusza więc na ratunek w swoim nowym ZZ Gundam.
Całkiem zgrabny odcinek z animacją identyczną jak w odcinku 9. Trzyma formę późnego ZZ (jest więc jest bardzo dobrze). Bardzo ładne sceny walk dopełniają doskonałego wrażenia.

Odcinek 11: RB-79 Ball
No cóż… Ball, jednostka legendarna głównie z powodu kpin i żartów na jej temat. Doczekała się świetnego bardzo klimatycznego odcinka. Znów napięcie i bezkres kosmosu w roli głównej.

Odcinek 12: RMS-099 Rick Dias
Odcinek bardzo podobny do drugiego. Tyle, że tym razem obserwujemy trening Chara w jego nowym Mechu: Rick Diasie, podczas walki z kolejnymi dronami. Pojawia się czerwony Zaku…
Bardzo udany odcinek. Ukazujący Chara i jego stosunek do wojny jednorocznej.

Odcinek 13: RMS-108 Marasai
Znów Zeta. Tym razem operacja rzutu na Jaburo. Genialna wręcz animacja. Doskonale oddająca nie tylko klimat, ale również zwyczajnie bardzo dokładna. Fabuła również zgrabna, skupiająca się na młodym pilocie Tytanów.
Najlepszy obok 15 odcinek Evolve.

Odcinek 14: SD Musha Gundam
O tym napiszę przy innej okazji.

Odcinek 15: "Newtype Challia Bull"
Najlepsza animacja i wątek fabularny. Powrót do korzeni: Wojna jednoroczna. Skupia się na pilocie Zeonu rozpoznanym jako Newtype. W zasadzie jedyną wadą tego odcinka jest animacja postaci. Szczególnie Char jest bardzo sztuczny.

I na tym kończy się Evolve. Z początku nie byłem nastawiony do tej mini serii pozytywnie – ot, pokazać mecha i sprzedać parę modeli więcej. Jednak warto się tymi odcinkami zainteresować, są krótkie, dobrze zrobione i dodają parę nowych, ciekawych elementów.

sobota, 27 grudnia 2008

Mobile Police Patlabor Minimum


Mobile Police Patlabor Minimum
Rok Produkcji: 2002
Liczba Odcinków: 3


Nie będę tu pisał całej recenzji, ponieważ mamy tu do czynienia bardziej z ciekawostką niż pełnoprawną produkcją, bo w sumie wszystkie trzy odcinki trwają nieco ponad 30minut. Jednak jest to bardzo przyjemnie spędzony czas.

Pierwszy odcinek, którego narratorem jest Goto, opowiada na temat pistoletu, który jest używany przez Labory, a także przez charakterystycznych członków drugiej sekcji. Wszystko oczywiście z dużą dawką humoru.

Drugi Odcinek to opowieść o samym Ingramie, co wpłynęło na powstanie takiego a nie innego Robota, a przy okazji, robiono sobie jaja z Getta Robo, Gundama i jeszcze paru innych produkcji. Narratorem jest Shigeo Shiba.

Trzecia i ostatnia opowieść, to o tajemniczej historii, w jaki sposób Dywizja 2 weszła w posiadanie nowoczesnej łodzi patrolowej, (która służy im jako kuter rybacki), kto się do tego przyczynił i jaki był ku temu powód. Najbardziej klimatyczna i śmieszna historia, sporo nawiązań do Patlabor 2 i…Poszukiwaczy zaginionej Arki. Narratorem tym razem jest Shinobu.

Całość jest godna polecenia, bardzo fajnie skonstruowana, postacie to rysunki na patyczkach (oczywiście przy okazji animowane), dużo dobrego humoru, nawiązań do innych serii z pod znaku Patlabor, jak i też zupełnie z nim niezwiązanych.

niedziela, 18 maja 2008

Macross Flashback 2012

Macross Flashback 2012
Rok Produkcji: 1984
Czas Trwania: 30min

Ciężko sklasyfikować tą produkcje, najłatwiej można było by to uznać za profesjonalnie zrobioną AMV, jednakże ta OVA zawiera kilka nowych scen, co powoduje, że nie jest zbudowana tylko i wyłącznie z gotowego materiału, najchętniej bym uznał ją za dodatek do Do You Remember Love? i serii telewizyjnej, gdyż dodatkowy materiał pokazuję, co się stało po bitwie o Macross City pokazanej w drugim sezonie SDF Macross, co więcej, OVA ta posiada fabułę! OVA ta prezentuje nam pożegnalny koncert Minmay, która wraz z Hikaru i Misą, która dowidzi flotą kolonizacyjną, odlatuję w przestrzeń kosmiczną na pokładzie SDF Megaroad-1, a sam koncert, na który składają się najsłynniejsze piosenki z serii TV jak i filmu kinowego, a są one przeplatane fragmentami serii, tak jak Minmay wspominała całą tą historie, również twórcy uraczyli nas sceną jak Minmay po raz pierwszy opuszczała rodzinny dom, by przeprowadzić się do pierwszego Macross City, a także start Megaroad-1, gdzie pojawił się VF-4 jeden z najpiękniejszych Designów w Macross Saga…
Niestety ta produkcja jak na razie definitywnie zamknęła historie Hikaru, Misy i Minmay i jak do tej pory nie zobaczyliśmy dalszych ich przygód, chociaż komiksy Robotech, który powstał na bazie Macrossa kontynuuje ich historie, ale komiksy te nie są wiele warte i nie mają nic wspólnego z uniwersum Macrossa.
Dobrze jest Flashback 2012 obejrzeć zaraz po DYRL, potęguje nastrój, przez co ogląda się tą OVE o wiele przyjemniej…
PS. Uważam, że na tym koncercie Minmay wyglądała najładniej...