Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagahama Trylogy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagahama Trylogy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 października 2009

Tōshō Daimos


Tōshō Daimos
Rok Produkcji: 1978 - 1979
Liczba Odcinków: 44


Trailer z Polonii 1


Fabuła
W końcu nadszedł czas na ostatnią część trylogii Tadao Nagahamy: Toho Daimosa. Znany jest on u nas oczywiście z kanału Polonia 1. Mierzę się z legendą to prawda, ale zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby oddać jej sprawiedliwość.
Fabuła z pozoru niewiele różni się od pozostałych części trylogii - obcy(Baamisianie) atakują Ziemię, a, z pozoru jedyną, linią obrony jest tytułowy robot. Wojna z całą rasą w krótkim czasie zamienia się jednak w wojnę z jej oszalałym przywódcą, a dotychczasowy zajadły wróg staje się sojusznikiem. W przeciwieństwie do poprzednich części pokój w Daimosie został ostatecznie osiągnięty. Ziemianie zawdzięczali to w głównej mierze, nie działaniom zbrojnym, a bardziej dyplomatycznym środkom. Głównym ich motorem był oczywiście związek Kazuyi i Eriki, który to jest głównym wątkiem fabularnym i motorem napędzającym akcję (również całkowite przeciwieństwo poprzednich serii). Oglądając Daimosa po Combattlerze i Voltesie byłem pod ogromnym wrażeniem jak seria ewoluowała. Mamy tu do czynienia z idealnym przykładem doskonale wyważonej serii. Nie zabrakło tu powagi i napięcia, z którego słynie Voltes, ale i nie zapomniano, że trzeba czasami nieco ostudzić atmosferę. Dlatego właśnie w Daimosie znalazło się sporo elementów komediowych, charakterystycznych dla Combattlera. Rozwinęła się także fabuła poszczególnych odcinków. To już nie zbiór stand alone z dodatkowymi epizodami rozwijającymi główny wątek. Wręcz przeciwnie - mało jest tutaj epizodów niepotrzebnych, które można by bez problemu wyrzucić bez uszczerbku dla ciągłości fabuły. Do tego dochodzi konsekwencja wydarzeń - raz zastosowana strategia przez Baamisian, która niemalże odnosi sukces, jest zastosowana ponownie. Załoga Daimovika natomiast, musi jak najszybciej wymyślić środek zaradczy. Idąc tym tropem, upgrade Daimosa w trakcie serii nie jest żadnym zaskoczeniem, ani nawet wydarzeniem jednorazowym. Fakt potrzeby unowocześniania robota, jest wspominany w kilku odcinkach i wielokrotnie jesteśmy świadkami prac idących w tym kierunku. Równie ciekawym elementem są spory wewnętrzne. Ten najważniejszy, rozgrywający się na małym Baam, jest punktem krytycznym, pozwalającym serii skręcić w zupełnie inną stronę. Jeszcze bardziej odróżnia to Daimosa od pozostałych części Trylogii. Złożoność tegoż konfliktu wymagałaby napisania wielostronicowego referatu, czego robił nie będę. Zamiast tego zachęcam do zapoznania się z nim osobiście. Drugi konflikt jest również bardzo ciekawy i rozgrywa się na Ziemi. Do tej pory armia zazwyczaj wspierała głównych bohaterów, a jej naczelni dowódcy byli porządnymi, honorowymi ludźmi. Przytoczyć tu można choćby generała Oka, który był jedną z najlepszych postaci drugoplanowych w seriach SuperRobots, jakiego widziałem. Za to w Damosie, jest nieco inaczej... Nie zdradzając więcej szczegółów, powiem tylko, że czasami są groźniejszymi i bardziej podstępnymi oponentami od Richtera i jego robotów bojowych. Oczywiście Daimos nie ustrzegł się wad. W głównej mierze są to bugi w animacji, ale i problemów fabularnych nie zabrakło. Przede wszystkim są to - wręcz nielogiczna niekiedy łatwowierność i momentami infantylne dialogi. Odpowiedzialnością za to drugie, w głównej mierze, obarczam włosko-polską wersje językową). Wady nie wpływają jednak na całość i jest to raczej przywara zaledwie dwóch, trzech odcinków, aniżeli całej serii.
Na koniec warto zauważyć jeszcze jedną rzecz, która separuje Daimosa od Trylogii. Mianowicie brak jest w tytule słowa Chōdenji (Super Elektromagnetyczny). Jest to swoisty symbol, że mamy do czynienia z czymś zupełnie innym niż do tej pory.

Postacie
Choć wciąż widać elementy z poprzednich serii (Profesor, mały Robot, typowy dla tej trylogii główny bohater i jeszcze bardziej typowy przyjaciel głównego bohatera). To tutaj też mamy spore odejście od standardów wytyczonych przez Combattlera. Erika się ma nijak do Megumi i Chizuru (choć w oryginale podkładała ja ta sama aktorka) w przeciwieństwie do tych dwóch bojowych dziewczyn Erika przez większość czasu pozostaje delikatną miłą dziewczyną czekającą na ratunek ukochanego, ale jak można się domyśleć tylko do czasu. Kazuya jest najbardziej typowy i trzymający się stereotypu. Przypomina mi nieco skrzyżowanie późnego Hyoumy z Ken'ichim. Choć dodaje sporo od siebie. Kyōshirō Yūzuki słynny szermierz z fryzurą afro i w ciemnych okularach był jedną z najlepszych postaci, miał świetną własną historie i bardzo odpowiadające mi poczucie humoru, liczyłem nieco na jego większy udział w finale, ale i tak nie mogę narzekać. Richter mocno przypomina Heinela z Voltesa, ale został znacznie bardziej rozwinięty i był dużo lepiej prowadzony, po prostu wykorzystano w pełni jego potencjał. Generał Oka z Voltesa był przykładem doskonałego dowódcy, honorowego człowieka. Za to jego odpowiednik w Daimosie Generał Miwa, jest jego całkowitym przeciwieństwem, to chory ksenofob, rządny władzy. Jeden z najbardziej antypatycznych bohaterów. Robot Cairo mocno przypomina mi Ropeta z Combattlera, choć nie ma on aż takiego znaczenia i jest raczej jedynie dodatkiem, podobnie jak Nanna dbająca o porządek i żołądki mieszkańców Daimovica. Są jeszcze oczywiście inne postacie takie jak Raiza, Balbas, czy wierna niania Eriki: Margarete, są dobre i silne postacie drugoplanowe, których często brakuje w innych produkcjach.

Roboty
Daimos jest inny niż Voltes i Combattler pod każdym względem. Jego zasilanie jest oparte na zupełnie innym źródle energii. Nie jest kombinnerem i ma twarz. Również system sterowania jest zupełnie inny. Uzbrojenie Daimosa jest hmm… Kultowe. Innego słowa nie mogę na to znaleźć. Podwójne ostrza! Wirujące ostrze! Podwójny wicher! Przeszywająca pięść! Czy: Ognisty wicher! Jakoś przemawiały one do mnie bardziej niż Super elektromagnetyczne Yo-Yo, czy bączki. Jego przeciwnicy, według polskiej wersji Roboty Bojowe, są robotami - maszynami, bez żadnych dziwnych wstawek i podobały mi się dużo bardziej niż ich protoplaści. Choć od finałowego bossa spodziewałem się czegoś więcej aniżeli trzyminutową walkę.

Animacja i Muzyka
Styl animacji jest bardzo zbliżony do tego z Voltesa z małymi naleciałościami z Combattlera (głównie dla postaci komediowych). Poza tym, to typowa animacja z tamtego okresu nic dodać nic ująć. Niekiedy zdarzały się, wspomniane już, bugi w animacji, ale raczej było to sporadyczne, bez wpływu na komfort oglądania.
Muzyka. No cóż, piosenkę tytułową śpiewa nie kto inny jak jeden z dwóch bogów ery lat 70tych i początku 80tych - Isao Sasaki. Piosenka wpada w ucho (w polce powstała nawet nie przyzwoita przeróbka tego utworu), a Isao śpiewa ją z prawdziwym przejęciem, przez co słucha się jej jeszcze lepiej niż inne piosenki (też zresztą w jego wykonaniu). Muzyka wewnętrzna też jest bez zarzutu. Jest doskonale wkomponowana w serię i potęguje jej klimat.

Parę słów o różnych wersjach językowych
Angielska: Miałem nieszczęście oglądać dwa epizody. Fani tefów mogli mieć z podobnym styczność, więc określę go krótko: Dubbing Filipiński. Beznadziejny. Zmienione imiona i niedające się słuchać głosy. Niestety jedyna w miarę kompletna wersja Daimosa, jaką można znaleźć, to wersja z Polonii 1 bez dwóch odcinków, które zostały na nieszczęście zastąpione wersją z tym dubbingiem.
Włoska: Dziwnie to zabrzmi, ale mi się podobał, nawet bardzo. Dubbing jest dobry. Pasuje do postaci, nie jest sztuczny, a przede wszystkim nie ma tych kuriozalnych zmian imion. Do tego włoska wersja nie została wykastrowana z brutalnych scen, co cieszy.
Polska: Polski lektor. Jeden z najbardziej oldschoolowych polskich lektorów. W pierwszych odcinkach słychać jak przewraca kartki! Z tłumaczeniem bywa różnie, niekiedy jedna i ta sama broń jest nazywana inaczej, ale powoduje to raczej uśmiech nostalgii aniżeli irytacje. Do tego lektor, Jerzy Rosołowki, przyłożył się do swojej pracy. Czytając starał się oddawać emocje bohaterów, co trzeba zapisać mu na duży plus. Zwłaszcza patrząc na obecne dubbingi z Jetixa i temu podobnych telewizji z nostalgią wracam do tamtych czasów.

Podsumowanie
To bez wątpienia legenda i to w pełni zasługująca na swoją opinię. Jeżeli Combattler i Voltes były dużymi krokami do gatunku Real Mecha, to Daimos kwalifikuje się już jako bieg. Dobra, rozbudowana fabuła, oraz dużo mniej odcinków stand alone niż tych związanych z główną linią fabularną. Daimos to doskonała synteza Combattlera i Voltesa z dużą dawką innowacji i własnych pomysłów.

Moja Ocena
10 Tetsujinów

sobota, 1 sierpnia 2009

Chōdenji Machine Voltes V



Chōdenji Machine Voltes V
Rok Produkcji: 1977
Liczba Odcinków: 40+Special


Fabuła
Potężne Imperium Bozan rasy ludzi z rogami (jak diabły) chce podbić Ziemie, a jedyną przeszkodą w tym jest piątka młodych ludzi pilotujących najnowocześniejszą broń stworzona przez genialnego naukowca Profesora Gō; SuperElektromagnetyczną Maszynę VoltesaV.
Początkowo do Voltesa V podchodziłem z dość sporą rezerwą, głównie dzięki Openingowi, gdzie widzieliśmy postacie łudząco podobne do tych, które można było oglądać rok wcześniej w Combattlerze. Oczekiwałem raczej powtórki z historii, czyli połowa serii będzie dosyć poważna, a reszta zamieni się w komedie tak jak było z Combattlerem. Na całe szczęście nie mogłem się bardziej mylić. Voltes V okazał się bardzo dobrą, wciągającą serią z zaskakująco rozbudowaną jak na Superrobots fabułą, do tego drugi tom trylogii cechował się sporą powagą, zapewne niespotykaną do tej pory w gatunku Wielkich Robotów. Seria pokazywała przede wszystkim jak kruche jest ludzkie życie, i jak ważna jest wolność i równość. Bardzo mnie zaskoczyła fabuła, nie spodziewałem się aż tak skomplikowanej akcji. Seria dokonała naprawdę ogromnego kroku w kierunku do tego, co pokazał nam dwa lata później Tomino, poszedł tam gdzie Combattler nie miał odwag, nie spuścił z tonu i utrzymał bardzo poważny klimat. W zasadzie jedynym zgrzytem to charakteryzująca wszystkie SuperRobots schematyczność niektórych postaci i konstrukcji odcinków, która często jest łatwa do przewidzenia. Jednak, jakość odcinków znacznie się poprawia w finale serii. Bo jeżeli finał Combattlera był mocno nijaki i nieco rozczarowujący, to zakończenie Voltesa było wręcz epickie, no i oglądając oblężenie stolicy Imperium mocno przychodzi na myśl Bitwa o Autobot City z Transformers: The Movie. Na zakończenie chciałem zwrócić uwagę na złe Imperium, które przypomina okres dekadencji XIX wieku. Bajecznie bogata klasa notabli (do której należą Bozanie z rogami) i klasa niewolników, wyglądających jak zwyczajni ludzie Bozan bez rogów. Obserwujemy narodziny i rozwój ruchu oporu. Podobny wątek, też był w Combattlerze, ale tam o sytuacji na rodzinnej planecie złej cesarzowej dowiadujemy się tylko z rozmów postaci negatywnych.

Postacie
Jeśli można powiedzieć, że w Combattlerze mieliśmy postacie wyglądające jak w kreskówce i tak często się zachowujące, to w Voltesie jest dokładnie odwrotnie. Styl rysowania postaci, ich charakter, zachowania i rozmowy wyraźnie wskazują na zupełnie inny poziom prowadzenia bohaterów. Najsilniejszym punktem Voltesa V, są postacie wspomagające piątke głównych bohaterów. Na szczególną uwagę zasługuje trzeci dowódca Big Falcona Prof. Sakunji, który należy do ”Dobrych Drani” ma bardzo efektywne wejście, wydaje się początkowo bezduszny, dążący do wyznaczonego celu nie licząc się z ludźmi. Jednak to tylko pozory i co odcinek pojawia się jakaś ludzka strona profesora (moment, jak stwierdził, że Voltes Team nie ma dyscypliny i kazał zabrać im wszystkie prywatne rzeczy… bezcenny). Podobnie jak reszta postaci drugoplanowych, które są o wiele ciekawsze jak główna piątka i Profesor Gō (którego sama historia jest bardzo ciekawa). Jednak gwiazdą całego przestawienia jest główny przeciwnik Voltesa V. Heinel, który tak naprawdę jest postacią tragiczną, to jego dotyczy romans (jeden z motywów łączących wszystkie trzy serie). Z pozoru nudna i przewidywalna postać, jednak pod koniec serii staje się ogromnie interesujący. No i niestety bardziej podobała mi się drużyna z Combattlera mimo tego, że byli znacznie mniej rozbudowani niż ich odpowiedniki z Voltesa.

Roboty
Podobnie jak Combattler, Voltes V jest Combinerem łączącym się z pięciu maszyn bojowych o charakterystycznych, odmiennych sobie cechach a jego broń oparta jest na Super Elektromagnetyzmie. I tu trzeba oddać palmę pierwszeństwa Combattlerowi. W Voltesie, czasami trudno rozróżnić poszczególne maszyny i ciężko wyróżnić ich specjalizacja. Za to we wcześniejszym rozdziale trylogii, każdy podzespół miał bardzo charakterystyczne, trudne to pomylenia z innymi częściami cechy. Sam Voltes też ma nieco słabszy moim zdaniem design od Combattlera, ale to już kwestia gustu. Z różnorakich dziwacznych broni najbardziej podobały mi się bączki na sznurek, które były całkiem widowiskowe, a kończący Miecz niebios, dużo lepszy od Spinu Combattlera.

Animacja i Muzyka
Animacja jest świetna, charakterystyczna później też dla Daimosa, czyli całkiem realistycznie oddająca świat i bohaterów. Wiem, że to mocno fanboyowe, ale naprawdę wole tą ręczną kreskę niż do obrzydzenia piękne gładziutkie wyreendowane postaci, których płeć rozpoznajemy po fryzurze i biuście Godna uwagi jest też sekwencja połączenia podzespołów w Voltesa V pełna szczegółów. Muzyka świetna, bardzo charakterystyczna dla tego okresu w Anime. Moim ulubionym utworem jest Ending. Baaardzo klimatyczny. Muzyka wewnątrz serii, również bardzo współgra ze wszystkim.

Podsumowanie
Kolejny milowy krok w kierunku Real Mecha, świetna nie banalna (jak na te kategorie) fabuła i bardzo ciekawe postacie drugoplanowe, zdecydowanie lepsza seria od Combattlera i w zasadzie, gdyby piątka głównych bohaterów była lepiej poprowadzona Voltes dostałby oczko wyżej. Gorąco polecam, fanom klasyki i dobrego kina.
PS. Special to odcinek streszczający całość w kilkanaście minut.

Moja Ocena
 8 Tetsujinów.

niedziela, 5 lipca 2009

Chōdenji Robo Combattler V



Chōdenji Robo Combattler V
Rok Produkcji: 1976-1977
Liczba Odcinków: 54


Fabuła
Combattler V jest serią otwierającą Robot Romance Trilogy, cyklem trzech serii związanych ze sobą jedynie imieniem twórcy.
Sama historia jest dosyć typowa dla serii z gatunku SuperRobots, ot jest rasa obcych, którzy przybyli na ziemie i chce ją podbić, a drużyna Combattlera jest jedyną linią obronny ludzkości przeciwko obcym, którzy za każdym razem wysyłają to, co innego robota czy innego stwora by podbić ziemię. Historie można podzielić na dwa rozdziały. Pierwszy to początkowe próby podboju Ziemi przez Oreane i Garude, a gdy zostają pokonani, przybywają główne siły Imperium Campbell, wraz z samą Cesarzową, a w tym wszystkim niewielki, wręcz jedynie zaznaczony wątek romantyczny, w końcu to Romance Trylogy….
Brzmi sztampowo i seria jest sztampowa, wręcz do bólu. To typowe Super Robots, z typowymi dla tego gatunku przywarami. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że coś takiego jak Real Robots, żeby zaistnieć potrzebowało jeszcze trzech lat, to Combattlerowi można wiele wybaczyć, bo przy masie mankamentów i przywar, seria ma pełno zalet.
Przede wszystkim bardzo dobrze się ją oglądała, cześć odcinków, co prawda nuży i nie da się obejrzeć np. trzech pod rząd. Ale oglądając jeden odcinek dziennie, wyciągniemy z Combattlera masę zabawy. Choć większość odcinków jest mocno schematyczna i zarówno fabułę jak i zgony można bardzo łatwo przewidzieć. To zdarzają się prawdziwe perełki. Szczególnie odcinki rozwiązujące jakieś wątki: Pokonanie Garudy czy Cesarzowej, czy odcinek, który rozwiązał wątek miłosny pary głównych bohaterów, jak i jeszcze kilkanaście innych świetnych trzymających w napięciu odcinków. No i rzecz jasna postacie, których opisze w kolejnym akapicie, dostali sporo własnego czasu, na rozwój, przez co nie byli jak zazwyczaj jedynie statystami, dającymi tło do kolejnej walki robotów. Combattler jest serią stosunkowo krwawą, ginie wielu bohaterów drugoplanowych (Jednoodcinkowce) i tysiące statystów, to jest cywilów. Wrył mi się obraz kobiety z dzieckiem wypadającej z diabelskiego młyna w pierwszym odcinku. Jednym słowem nie jest to jak typowa amerykańska kreskówka, gdzie mimo olbrzymiego konfliktu nigdy nie ma strat w ludziach. Tutaj nie ma koloryzowania. Zarówno Slave Monstery jak i Magma Beasty niszcząc miasta zabijają również cywili.

Postacie
Bohaterowie pozytywni to oczywiście drużyna Combattlera, Robot Ropet, który jest niezbędny do tego, aby poszczególne moduły Combattlera mogły się połączyć i Professor Yotsuya, który po śmierci swojego przyjaciela i twórcy Combattlera, przejmuje dowodzenie nad Nanbara Connection. Głównym bohaterem jest Hyouma Aoi typowy młody gniewny z motocyklista, dowodzi grupą i z czasem staje się odpowiedzialnym dowódcą, zakochuje się zresztą ze wzajemnością w Chizuru czwartym członku drużyny, która z pozoru wydaje się być dodana tylko po to, aby ładnie wyglądać. Jednak jej postać sporo nadrabia w drugiej połowie serii. Juzo, drugi członek załogi, to doskonały strzelec, mistrz olimpijski i w głównej mierze samotnik, typowy dla tego okresu „Amerykański członek załogi japońskiego robota”, jedyne postacie, które nie otrzymały wystarczająco czasu to Daisaku, tęgi mistrz Judo i Kosuke, chłopiec geniusz. Profesor Yotsuya to zrzędliwy, nienawidzący ludzi naukowiec lubiący zajrzeć do kieliszka, wraz z Rometem stanowią genialny duet. W połowie serii doszli Kinta i Chie dzieci nowego kucharza, które stanowią bardziej tło komediowe, zmniejszające powagę serii nakreśloną w pierwszej części serii.
Z wrogów tak naprawdę ciekawy był tylko Garuda, główne siły obcych w postaci Cesarzowej i jej generałów byli sztampowi bez żadnych zaskakujących cech. Garuda się rozwijał, pojawiały się wątpliwości, miał swój honor… a reszta no cóż szkoda gadać.

Roboty
Combattler jest combinerem, łączy się z 5 różnych pojazdów, gdy Ropet wyśle odpowiednie sygnały, gdy umysły członków drużyny są odpowiednio zsynchronizowane. Sam robot prezentuje masę zaskakującego i czasami nietypowego uzbrojenia, opartego na elektromagnetyzmie, Super elektromagnetyczne Yo-yo to mój faworyt, jak i kończący Spin czy huragan, do tego dochodzi dodatkowe uzbrojenie powstałe w po pokonaniu Garudy Laser V, i przypominające ostrza Daimosa miecze.
Wrogie maszkary to Slave Monstery (wysyłane przez Garudę) i Magma Beasty (wysyłane przez cesarzową). Są różnorakie i dziwaczne i często ich ryk jest zapożyczony z filmów o godzili (w tym i ryk samego Godzili).

Animacja i Muzyka
Druga połowa lat 70tych… stara piękna ręcznie rysowana animacja… No cóż to kwestia gustu czy ktoś lubi supernowoczesną grafikę, czy starą animacje. Ja preferuje starocie i bardzo mi się animacja Combattlera podobała, bardzo przypominała mi Daimosa, którego oglądałem jakiś czas temu i najprawdopodobniej i niedługo go obejrzę ponownie. Stylistyka jest po prostu przepiękna.
Muzyka w wykonaniu Mizuki Ichiro wymiata, szczególnie utwór z openingu, który jest bardzo często wykorzystywany w samym serialu, szczególnie podczas formowania się Combattlera czy momentów, w których robot zadaje decydujące uderzenie. Ending, również świetny: ’’Lets Combine!”

Podsumowanie
Choć seria przy Real Robots blednie, to jednak trzeba zaznaczyć, że Combattler był pierwszą serią, która chciała być czymś więcej niż tylko reklamą zabawek, bardziej poważna fabuła i rozwój postaci. Był to pierwszy krok na drodze do Real Robots.
Moja Ocena:
7  Tetsujinów