Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Super Robots. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Super Robots. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2015

Raport z budowy: 1/1 LBX Gruxeon


Gruxeon
Właściciel: Kyouji Itan
Frakcja: Bandit

Zawartość pudełka




Głowa


Jedynie upierdliwe było naklejenie trzech naklejek na te trzy szare elementy na głowie, poza tym budowa przebiegła bez większych problemów. Fajnie też spisuje się "mechanizm" zasłaniania i odsłaniania oczu. Nieco kojarzy mi się z typkiem z gry M.D.K.

 Korpus




Kolejne bezstresowa prosta konstrukcja z jedną  dużą fioletową naklejką na przodzie. Korpus jak i cały model sprawia wrażenie komplikacji na poziomie HG, zatem jest tutaj momentami co robić. Mamy tutaj bardzo fajny element w postaci silnika(?) modelu. 
Ręce




I w zasadzie znów to samo co wypadku korpusu. Taki prosty High Grade z dodatkiem naklejek. Fajnie się prezentują, a pojedyncze manipulatory są w pełni satysfakcjonujące, nie mogłem się jedynie przyzwyczaić do tego, że nie trzeba ich rozbierać przy uzbrajaniu modelu.
Nogi


Nogi są fajne, proste w budowie i mają przyzwoity design: bogaty w szczegóły, widać że coś tuaj się dzieje, do tego te ala kowbojskie buty z ostrogami...

Krocze
Jak w HG, parę elementów, ze dwa machnięcia markerem i krocze gotowe!

Tuż przed złożeniem modelu
I Po złożeniu



Uzbrojenie

  
Broń ma dwa tryby Kosy i tradycyjny karabin maszynowy. Fajnym patentem jest sposób uzbrajania LBXa w kosę bez potrzeby rozbierania manipulatorów. Miłym akcentem jest też ostrze kosy z przeźroczystego plastiku.

 Kilka zdjęć gotowego modelu






At the bottom of Byston Well 

piątek, 27 marca 2015

Diebuster



Diebuster
Rok produkcji: 2004 - 2006
Liczba odcinków: 6

Opening



Ehh... Ja… Bardzo lubię gości z Triggera… Niestety jakoś dziwnie się składa, że to co mi się najbardziej podoba, nie powstało w czasach preTriggerowych (chociażby Gurren Lagan), ale dopiero po uformowaniu studia, gdy rozpoczęło się tworzenie samych perełek w stylu Kill La Kill czy Witch Academy. Diebuster jest niestety serią z czasów, gdzie Trigger był jeszcze w Gainaxie. Co za tym idzie, już wiecie dlaczego ta recenzja nie jest podzielona na sekcje i jest jednym wielkim głosem niezadowolenia z mojej strony.
               
Najgorsze jest to, że tekst o Diebusterze powstaje całe dwa miesiące po tym jak skończyłem oglądać ostatni epizod, a co za tym idzie niewiele z tego pamiętam. Prawda jest taka, że niewiele było tam do zapamiętania. Cała ta 6 odcinkowa OVA popełnia najgorszy grzech        sequeli: Jest ona całkowicie zbędna, a co gorsza podkopuje wartość oryginalnego Gunbustera. Przypieczętowało to w moich oczach Gainax jako studio, które nie dość, że poza granice dobrego smaku doi swoje franczyzy, to jeszcze do tego robi to po linii najmniejszego oporu - albo po prostu wypuszcza daną serię w kilku(nastu) różnych wersjach (Evangelion), albo tworzy coś co wspólnego z oryginałem nie ma za wiele, albo w ogóle nic, wspólnego. Taką właśnie serią jest niestety Diebuster.
               
Wybrano  ludzi z przyszłego Triggera, którzy kompletnie się do tego zadania niestety nie nadawali. Nie ten styl i nie ten klimat. Oryginalny Gunbuster zachowywał sporo podobieństw do klasyki SF w rodzaju 2001: Odysei Kosmicznej czy Łowcy Androidów. Technologia w tym quasi sequelu jest równie mocno odrealniona i kuriozalna jak w pozostałych seriach tej ekipy, ale co sprawdzało się w Kill La Kill, kompletnie nie sprawdzało się w serii w uniwersum Gunbustera. Diebuster wyglądał raczej jakby to był zerowy sezon Gurren Lagann. W zasadzie wszystkie designy czy pomysły na technologie doskonale by się z tą serią komponowały. Sam scenariusz w pewnym momencie zaczął wskazywać na to, że ta ekipa jednocześnie pracowała nad oboma serialami, ale miała mało czasu, więc te same pomysły lądowały w obu projektach.

                Fabularnie, jak pisałem wcześniej, nie ma w zasadzie o czym mówić. Seria usiłuje powtarzać to co było w Gunbusterze, tylko, że robi to słabiej. Zresztą od pewnego momentu  przestałem na fabułę specjalnie zwracać uwagę, bo nie było tu nic godnego uwagi. Z postaciami było już trochę lepiej - obie główne bohaterki nawet dały się lubić, ale nie było w tym nic specjalnego, ot rzemieślnicza robota. Reszta postaci jest pomijalna - ot trójka jakiś tam wątek miała, ale wątki te raczej sprawiały wrażenie zapychaczy.

                Niemniej… to anime ma jedną zaletę (sam nawet byłem zaskoczony jak przemordowałem się do połowy ostatniego odcinka), której niemal udało się zrehabilitować całą serie. Niestety, ale tylko prawie. Doskonałe zakończenie, mające ducha starego Gunbustera z nutką szaleństwa tak charakterystycznego dla twórców Kill La Kill, to tutaj za mało. Szkoda, bo nie dość, że klimat został zachowany, to ostatnie minuty stanowiły doskonały hołd dla oryginalnej OVY. Te niecałe 12 minut to jednak zbyt mało, abym polubił tą OVĘ, wielka szkoda.

                Diebuster jest kolejnym smutnym przykładem na to, że dla GAINAXa  „Dobra solidna robota”  jest wyrażeniem obcym i niezrozumiałym… przykre.

Ocena
4 Tetsujiny 


                

piątek, 13 lutego 2015

Gunbuster




Gunbuster
Rok produkcji: 1988 - 1989
Liczba odcinków: 6

Opening (do 4 epizodów)

Fabuła
            Gunbaster trafiał na listę Anime do obejrzenia wielokrotnie, ale głównie z powodu mojego zapominalstwa, bądź „ważniejszych” serii do obejrzenia, ciągle go przekładałem. Niemniej, w końcu czas nadszedł na rozprawienie się z Gunbusterem, kolejną serią z nielubianego przeze mnie Gainaxu, od jeszcze mniej lubianego przeze mnie Anno.

            Nie chciałem lubić Gunbastera, starałem się wciąż szukać dziury w całym i po prostu walnąć kolejnego paszkwila pokroju mojej opinii na temat EVY. Niestety Gunbuster mi na to nie pozwolił. Od początku postawił sprawę jasno: „jestem sympatyczną serią i kropka”. No i polubiłem Gunbastera. Jasne, ma trochę wad, czy nieścisłości tu czy tu, ale za to ogląda się go wyjątkowo dobrze, a i klimat ma bardzo dobry.

            Największym problemem tej serii jest chyba to, że to w zasadzie dwie serie, o dwóch niemal diametralnie innych klimatach. Pierwsze cztery odcinki to typowe SuperRobots z elementami Real i z dużą dawką zdrowego humoru oraz z jasnym jak słońce morałem. Natomoast dwa ostatnie epy, to już inny kaliber - dużo cięższe zarówno pod względem fabularnym jak i klimatu, który bardzo spoważniał. Osobiście mam bardzo mieszane uczucia, co do takiego zabiegu. Byłem przyzwyczajony do lekkiego klimatu, a tu nagle na koniec dostaję ciężkim młotem po głowie. Był to szok - dobry szok, ale mimo wszystko szok. Coś jak nagła zmiana klimatu w ZZ Gundamie, tyle, że w Gunbusterze przejście to było nieco bardziej płynne.
           
            Świat przedstawiony jest bardzo dobrze zarysowany, a cała technologia dostała mikroserię w postaci Gunbuster lessons, gdzie główni bohaterowie przedstawiają osiągnięcia nauki Ziemi Gunbustera w przystępny sposób, chociaż niektóre rozwiązania obecnie uważam za dyskusyjne (chociażby 13 planet w Solu). Jednak czar SF w serii czuć w odcinkach 5 i 6, gdy seria poważnieje i w kapitalny sposób zostaje wykorzystana różnica upływu czasu miedzy statkiem naszych bohaterów o Ziemią. To buduje świetny klimat, momentami wpadający w melancholię tak dobrze mi znaną z Cylindra Van Troffa Zajdla. Do tego klimat hard SF potęguje zabieg stylistyczny w ostatnim odcinku - brak kolorów. Czerń i biel dodała epickości i spotęgowała klimat, ale… mam do tego rozwiązania również mieszane uczucia. Dużo lepszym, moim zdaniem, rozwiązaniem była mieszanka scen w kolorze (Ziemia) i w czarni i bieli sceny w kosmosie (a w szczególności zakończenie). Jeden z najpiękniejszych, najsmutniejszych i jednocześnie szczęśliwych epilogów, jakie miałem okazje ostatnio oglądać.    

Postacie
            Eh… Po Evangelionach stwierdziłem, że Anno nie umie pisać postaci. Gunbuster w zasadzie potwierdza mi tą tezę, tylko, że w przypadku tej serii to nie przeszkadza. Postacie, choć mocno niedoskonałe, to w przeciwieństwie do późniejszych (prze)tworów Anno postacie są sympatyczne i w praktyce nie da się ich nie lubić. Noiriko to typowa główna bohaterka, której brakuje pewności siebie, ale dzięki ciężkiej pracy i pomocy przyjaciół potrafi przenosić góry. Do tego jest fanką mangi i anime (w jej pokoju wiszą plakaty Mojego Sąsiada Totoro i Nausicii (sam chciałbym taki mieć), a w micro serii o nauce w jednym epizodzie cospley’uje wszystkie klasyczne Sailorki (plus Taxido). No i tak naprawdę to właśnie ona posiada prawdziwy rozwój i do tego bardzo łatwo się z nią identyfikować. Jej koleżanka i idolka - Kazumi - podobnie jak Noriko jest sympatyczna. To ona jest zazwyczaj głosem rozsądku i strofuje nieco zbyt emocjonalną młodszą koleżankę. Ma jednak parę dziwnych momentów, szczególnie przy drugiej dyskusji na temat tego, że Noiriko nie może brać udziału w walkach, mimo że podobna dyskusja odbyła się jeszcze przed wylotem naszych bohaterek w kosmos. Jest też bohaterką dosyć dziwacznego wątku romantycznego. „Trener” Otha to taki prototyp dla Gendo. Gendo to taka wersja demo Othy. Gość jest surowym instruktorem, który wyciska dziewiąte poty z naszych bohaterek, a do tego, upiera się, że w niezdarnej i przerażonej dziewczynie drzemie ogromny potencjał, który pozwoli uratować ludzkość. Jung Freud to pilot z ZSRR (naprawdę zabawnie wychodzą takie rzeczy, gdy w latach 20XX wciąż jest mowa o ZSRR). Początkowo to rywalka Kazumi, a później bliska przyjaciółka głównych bohaterek. Fajna postać poboczna, ot typowa twarda dziewczyna z zawadiackim wyrazem twarzy. Generalnie to z jej powodu pochlipywałem przy napisach końcowych. No i na koniec Kimiko. Koleżanka Noiriko z akademii, która zawsze ją wspierała i podtrzymywała na duchu. W przeciwieństwie do innych koleżanek nigdy nie podejrzewała Noiriko o to, że jej wybór do lotu w kosmos to efekt nepotyzmu. Do tego w późniejszych odcinkach staje się punktem odniesienia. Gdy nasze bohaterki wracają pierwszy raz, Kimiko jest już młodą matką, gdy wracają jej córka jest już nastolatką. To właśnie głównie dzięki niej mamy ten niezwykle melancholijny klimat serii.

Mechy
            Tutaj wyszło w zasadzie najsłabiej. Generalnie podstawowe maszyny w serii wyglądem przypominają Getta Robo i średnio pasują do całkiem „poważnego” SF, jaki mamy w tej serii. W sumie broni się jedynie sam Gunbuster i jego wersja produkcyjna. Same bitwy też niespecjalnie wyglądały. Szczególnie, gdy oglądaliśmy je z perspektywy kokpitu, gdzie otrzymaliśmy mało ciekawe pętle animacyjne. Choć trzeba oddać sprawiedliwość, gdy miały wyglądać epicko to wyglądały (w późniejszych epach).  

Animacja i muzyka
            Animacja to taki standard przełomu lat 80tych i 90tych w OVAch, czyli baaaaaaaaaaaardzo ładna i przy tym ręczna. Jasne to jest Gainax, więc trochę mocno rzucających się w oczy pętl animacyjnych jest (szczególnie podczas scen pokazujących pilotowanie mechów). Do tego takie dziwne wstawki, bo Mechy ogólnie niby nawiązywały swoim malowaniem do państwa, z którego pochodzą, ale tak np. mamy MSa z logiem Adidasa… Czyżby w przyszłości było państwo dresów? Niemniej to drobnostki niemające żadnego wpływu na odbiór serii. Jedyne, co mi się nie podobało tak naprawdę, to słaba animacja w mikroserii Science lessons. Postacie w SD wyglądały naprawdę słabo. Ładnie zrobiło się w dwóch ostatnich odcinkach.
            Muzyka była dobra, choć nieszczególnie zapadła mi w pamięć. Niemniej warto o niej wspomnieć, bo melodia z finału dźwięczy mi w uchu do tej pory.

Podsumowanie
            Dobra seria zarówno od Gainaxa jak i (co niesamowite) od Anno. W zasadzie podsumować mogę prostym zdaniem: Piękna i melancholijna seria. Najlepsze anime wydane przez tę wytwórnie. Ocena jest dla mnie trudna, dlatego iż pasuje mi wszystko między 7 a 9 Tetsujinów, zatem:

Ocena
8 Tesujinów

niedziela, 31 sierpnia 2014

Raport z Budowy: High Grade GF13-001NHII Master Gundam i Fuunsaiki


GF13-001NHII Master Gundam
Reprezentacja: Neo Hong Kong
Pilot: Master Asia

Master Gundam to MS skonstruowany dla Mistrza Asii na 13 Gundamowy turniej. Projekt Master Gundama miał w pełni odwzorować styl walki zwycięscy 12 turnieju przez co jego konstrukcja skupia się na  precyzji i szybkości zadawania ciosów niż na pancerzu. 

Zawartość pudełka

Korpus

Korpus to klasyk. To standardowa konstrukcja będąca łącznikiem dla reszty elementów. Ani nie trzeba było się tu specjalnie męczyć z panelowaniem czy dopasowywaniem elementów. Jedyne trzeba było zrobić to dokładnie oczyszczać je z nadmiernego plastiku.


Głowa

Kolejny prosty element, którego jedynym denerwującym elementem jest rozmiar elementów i koniecznością ich dokładnego spanelowania i co gorsza naklejenie jeszcze tych nieszczęsnych oczu. 

Ręce



Kolejny standardowy element, którego główną charakterystyką jest spora liczna bardzo ładnie wyrzeźbionych manipulatorów 
Nogi




Tutaj  też jakiś specjalnych problemów nie było. Jedyne trzeba było uważać aby odpowiednie PoliCapy trafiły tam gdzie powinny, albo żeby o nich nie zapomnieć, co niestety czasami mi się zdarza. No i znów malowanie markerem.

Krocze
Brak zdjęcia gotowego elementu... Przepraszam. Masterową sukienkę też niby można przeciąć, aby płyty były niezależne, niemniej w tym wypadku trzeba szczególnie uważać, bo element jest mniejszy niż zazwyczaj. 


Tuż przed złożeniem

I po złożeniu

 Skrzydła




Podstawowa osłona Master Gundama, to jego skrzydła-płaszcz. Którego konstrukcja jest dość prosta. Niemniej irytowały mnie naklejki, które częściowo zastąpiłem markerem a z czasem pewnie i te co się na modelu jednak znalazły, pewnie też znikną.

Fuunsaiki






Element, który dla wielu jest najciekawszą częścią zestawu, ale niestety starcie z rzeczywistością jest nieco smutnawe. Głównie dlatego, że Funi ma bardzo ograniczoną artykulacje i niestety niewiele można z nim cokolwiek zrobić. Do tego żółte elementy trzeba było pokolorować markerem. Wielka szkoda jednym słowem. Niemniej Funi i tak jest zajebisty ;).

I cały ten wesoły zestaw


At the bottom of Byston Well