Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manga/Komiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manga/Komiks. Pokaż wszystkie posty
sobota, 29 czerwca 2013
niedziela, 2 czerwca 2013
niedziela, 17 marca 2013
Mobile Suit Crossbone Gundam: Skull Heart
Mobile Suit Crossbone Gundam: Skull Heart
Rok Wydania: 2002 – 2004
Liczba Tomów: 1
Uniwersum: Kalendarz Uniwersalny
Gdy
rozpoczynałem swoją przygodę z Crossbone’em nie przypuszczałem nawet, że
historia opisana w poprzednich sześciu tomach doczekała się kontynuacji w
postaci trzech kolejnych serii. Skull Heart w przeciwieństwie do pozostałych
części nie jest jednolitą historią, a zbiorem krótkich opowiadań dziejących się
w trakcie wydarzeń z oryginalnej fabuły i po zakończeniu walk z Jupiter Empire.
Pierwsza
opowieść przybliża nam postać głównego inżyniera Crossbone Vanguard: Umon
Somona. Historia z czasów Wojny Jednorocznej, gdy zestrzelił swoim Ballu sześć
Rick Domów, w tym drugie Black Tri Stars. Całość jest przezabawna, sporo
nawiązań do 0079, a nawet Stardusta. No i jeszcze raz humor, humor i humor.
Świetnie się czyta i dobrze rozpoczyna ten zbiór.
Druga historia
opowiada o wydarzeniach dziejących się w trakcie zmagań naszych sympatycznych
piratów z Jupiter Empire. Poznajemy tu Stelle Twink, będącą czymś w rodzaju kronikarza
Crossbone Vanguard (ona spisuje opowieść Sumona z pierwszego rozdziału).
Poznajemy jej backstory, a także lekko niezdrową fascynacje Piotrusiem Panem i
Małym Księciem. Chociaż opowieść dotyczy jej, to jednak wciąż niewiadomo jak
dostała się na pokład okrętu piratów. Drugi rozdział kończy się tym, że zostaje
na swojej planetoidzie. Druga historia ma zdecydowanie poważniejszy ton niż
poprzednia - klimatem mocno związana z oryginalną serią Crossbone. Sporo
wskazuje na to, że może być to chapter z oryginalnej mangi, który wyleciał w
ostatnim momencie.
Trzeci
rozdział jest już sequelem. Tym razem głównym bohaterem jest Harisson - as Federacji
pilotujący niebieskiego F91 (który miał
epizodyczną rolę w podstawowym Crossbone’nie). Harisson ma za zadanie
eskortować transportowiec, na którego pokładzie znajduje się tajemniczy
pakunek. Pech czy nie pech sprawia, że Harrison nie tylko musi uporać się z
Tobią i jego piratami, ale i odziałem Jupiter Empire, który opanował statek. W
epilogu tej historii poznajemy los Seabooka i Cecily, którzy opuścili Crossbone
Vanguard na końcu pierwszej części. Całość czyta się dobrze, nie jest to jakaś
ważna historia (chociaż tu widać, że w niektórych aspektach Federacja się nie
zmieniła), miło też poznać Harissona lepiej.
Czwarta,
najdłuższa (bo trwająca dwa rozdziały) opowieść rozpoczyna się po konflikcie z
Jupiter Empire. Tobia prowadzi firmę transportową, a przy okazji zwalcza
wszelkie przejawy powrotu Jowiszan do chęci podboju Ziemi. Do naszego bohatera
zgłasza się tajemniczy Grey Stoke, który chce wynająć piratów do „odbicia” Amuro
Ray’a z rąk Jupiter Empire. Całość prezentuje się naprawdę dobrze, miło
zobaczyć powrót starego znajomego z ZZ Gundam (Grey Stoke to tak naprawdę
Judau), do tego dobra fabuła i ciekawy koncept w pewien sposób rozwinięty w
Unicornie (postać Full Frontalna). Zdecydowanie jest to najważniejszy element
zbioru.
Piąty (szósty)
rozdział znów przywołuje postać Harissona, genialnego pilota niebieskiego F91.
Tym razem musi się zająć tajemniczymi atakami w pobliżu Side 2 przeprowadzanych
przez… małpy w specjalnych wersjach Zaku. A że sytuacja jest tak niedorzeczna,
Federacja chce zachować tajemnicę i wysyła jedynie Harissona i jego oddział,
który wraz z weteranem wojny jednorocznej i naszymi sympatycznymi piratami musi
poradzić sobie z tym małpim problemem…
Świetna
historia na zakończenie całego zbioru, napisana chyba tak samo jak pierwsza
wyłącznie dla jaj, sam pomysł małp za sterami MSów (w sumie niezły dowcip:
który Zabi na to wpadł?) jest wystarczający na komedię. Do tego sam Harisson,
który nabiera więcej charakteru przed Steel 7, gdzie ma większą rolę. No i ten
jego pociąg do młodszych kobiet (insert your one pedobear joke here). Oraz oczywiście reszta piratów.
Werdykt
Skullheart to świetne uzupełninie
i jednocześnie wstęp do Steel 7 (prawdziwego sequela pierwszego Crossbone’a).
Ma kilka historii z najróżniejszych gatunków, od dramatu po irracjonalne
komedie. No i świetnie się czyta. Polecam.
Etykiety:
Crossbone Vangaurd,
Gundam,
Manga/Komiks,
Real Robots,
Recenzja,
UC
sobota, 16 marca 2013
Mobile Suit Crossbone Gundam
Mobile Suit Crossbone Gundam
Liczba Tomów: 6
Liczba Rozdziałów: 26
Rok Wydania: 1994 - 1997
Uniwersum: Kalendarz Uniwersalny
Fabuła
No i w końcu stało się. Po przebiciu
się przez mangi prequelowe do F91 Gundam w końcu przyszedł czas na
najsłynniejszą mangową produkcje ze świata Gundam - osławiony Crossbone.
Na początku należy wyjaśnić jedną sprawę
związaną z Crossbone’em: historia ta w żadnym wypadku nie jest rozwinięciem
F91. Fabuła nie dotyczy konfliktu pomiędzy Cosmo Babilonią a frakcją Cecicly i
Federacją Ziemską. Crossbone jest seqelem tej historii. Tak więc wojna z
Crossbone Vanguard i jej ideologią rządów arystokratów wciąż nie została w
pełni przedstawiona.
Opowieść w mandze rozpoczyna się 10
lat po wydarzeniach z filmu kinowego. W Federacji panuje pokój, nikt nikogo
generalnie nie uciska i utrzymuje się względna zgoda. Daleko, bo na orbicie
Jowisza, istnieje zespół kolonii niezależnych od rządu Federacji. Mieszkańcy
tego regionu nie chcą wcale walczyć o niepodległość czy podbić Federację (z
pozoru), koegzystują z nią pokojowo, wymieniając się chociażby studentami.
Jedyną rysą na tym sielankowym obrazie są ciągłe ataki tajemniczych piratów. Do
Jowisza właśnie zbliża się kolejny statek ze studentami, a wśród nich nasz główny
bohater: Tobia. Na stacji orbitalnej, na której się znalazł natrafił na Bernadette,
która uciekała przed funkcjonariuszami prawa. Na domiar złego stacja została
zaatakowana przez owych tajemniczych piratów, którzy rabowali, niszczyli broń
masowej zagłady, mordowali i gwałcili (za wyjątkiem dwóch ostatnich punktów).
Tobia wraz z Bernadette wskutek całej tej zawieruchy trafia na Mother Vanguard, gdzie dowiaduje się prawdy o Jowiszowych przyjaciołach
i postanawia wspomóc odrodzone Crossbone Vanguard.
Tak pokrótce przedstawia się początek fabuły
Crossbone’a. Dalej jest jeszcze ciekawiej gdy poznajemy całą prawdę o Jupiter
Empire, kim tak naprawdę jest Bernadette, co mniej-więcej działo się z
Seabookiem i Cecily po wojnie z Cosmobabilonią. Generalnie Crossbone jest dosyć
unikalną mangową serią, bo jest jedyną serią z głównego nurtu (nie jest żadnym
side story, czy uzupełnieniem któregoś serialu/filmu) która nie jest serią
animowaną. A szkoda ponieważ 50-kilku odcinkowa seria spisałaby się nawet
lepiej niż 6 tomowa manga. Historia jest przedstawiona spójnie, bez zbędnych
przeciągnięć czy wymuszonych skrótów (jak to miało miejsce w przypadku
mangowych preqeli do F91). Sam świat późnego UC jest bardzo ciekawy i zawsze
interesował mnie bardziej niż chociażby ciągle eksploatowany okres Wojny
Jednorocznej. Jupiter Empire zasadniczo różni się od Zeonu, bo o ile w ruchu
wolnościowym kolonii mieliśmy do czynienia z systemem autorytarnym (ze sporą
dawką wolności osobistej dla obywateli), to w koloniach Jowisza mamy pełną
kontrolę społeczeństwa: od nadawania im numerów (coś na kształt kasty), do tego
ścisła reglamentacja każdego towaru, no i życie codzienne na małej powierzchni
z wyłączoną grawitacją w większości pomieszczeń. Skojarzyło mi się to od razu z
Paradyzją Janusza Zajdla, tyle że nie jest ściemą. Da się to po części
oczywiście zrozumieć przez zbyt dużą odległość dzielącą Ziemię a Jowisza, ale
też jest to cena za niezależność od Federacji, która od jakiegoś czasu nie jest
aż tak zła, tylko trochę zbyt naiwna, bo dawała sobie koncertowo grać na nosie.
Tytułowy Crossbone wpisuje się nieco w tradycje zapoczątkowaną przez A.E.U.G.,
czyli wyjętych z pod prawa buntowników walczących o słuszną sprawę, ale i w ta
organizacja jest spora i posiada różne “skrzydła”. Okręt Cecily, chce przede
wszystkim powstrzymać Jowiszan przed podbojem Ziemi (z początku wydaje się że o
to jest ich celem) i jest zwolenniczką demokracji. Z kolei jej kuzynka jest
wyznawczynią ideologii arystokratycznej, co jest przyczyną nieporozumień i
kłopotów. Całość przedstawia się jako spora historia z wieloma wątkami, które
na koniec łączą się ukazując jedne z najlepszych Gundamowych zakończeń. A dyskusja
pomiędzy Tobią a kuzynką Cecily jest jedną z lepszych poruszających kwestię
Newtype’ów. Klimat jest fenomenalny, nie bez znaczenia są tu wszystkie sceny z
mieszkańcami Jowiszowych kolonii czy życia na Mother Vanguard. Fakt, że
niewielki fragment opowieści rozgrywa się na Ziemi również jest bardzo istotny,
czuć bezkres i pustkę przestrzeni kosmicznej wpisując się klimatem blisko
filmów i seriali o eksploracji kosmosu.
Z tej opowieści można wyciągnąć znacznie więcej,
dlatego też powstał uzupełniający Skull Heart o którym następnym razem.
Crossbone nie jest bez wad. Mimo, że jaskrawych skrótów nie ma, to jednak
czasami mamy uczucie, jakby coś skrócono. Do tego wątek Zabina został
zmarnowany z ciekawej niejednoznacznej postaci został zamieniony w szaleńca w
mechu. I to bez większego powodu.
Postacie
Do
fabuły Crossbone’a można się doczepić. Do kreski mangi tym bardziej. Jednak do
postaci już nie sposób. Bohaterowie to największa zaleta tej mangi. Samo ich
przedstawienie, relacje między nimi są fenomenalnie dobrze zarysowane. Szczególnie
widać to po głównych bohaterach serii: Tobi i Kincaido. Ogółem bardzo trudno
utrzymać balans pomiędzy znaną postacią z poprzedniej serii a nową, teoretycznie
mającą być głównym bohaterem. Często bywa tak, że stara postać łatwo przejmuje
pałeczkę i dominuje w serii. Tutaj balans został zachowany wręcz koncertowo.
Między Seabookiem a Tobią jest niesamowita chemia i świetnie wypadają razem. Z
pozoru ich relacje przypominają te znane z Zety pomiędzy Kamillie a Charem, w Crossbone
jednak są to raczej relacje pomiędzy starszym a młodszym bratem (w Zecie to
bardziej ojciec - syn). Podoba mi się rozwój Tobii, nie od razu siada za sterami
Gundama, robi to wręcz bardzo późno, niemal na końcu opowieści, co urealnia
jego postać. Seabook jest głównym asem Crossbone i to jemu przypada najsilniejsza
jednostka kosmicznych piratów. Również dorósł
jako postać i pokazał, że ma ogromny potencjał na rozwój. Ba! Uważam go za dużo
ciekawszą postać niż Amuro. Berah czyli Cecily również jest świetną postacią,
dostała dużo więcej czasu “antenowego” niż w F91, co pozwoliło jej się
rozwinąć, no i pogłębić relacje z Seabookiem. Jest charyzmatyczna, a przy tym
ciepła i posiada ogromne pokłady uroku, no i nie jest tak odseparowana od
reszty postaci. Bernadette... nieco przypomina mi Minevę z Unicorna tylko nieco
nieporadną i nie umiejącą dać sobie rady z całą tą sytuacją. Jest miła
sympatyczna i świetnie pasuje do Tobi. Reszta członków Crossbone Vanguard jest
zróżnicowana, generalnie przyjemni w odbiorze “weseli” piraci wraz z wiekowym Umonem
Samonem na czele (weteranem Wojny Jednorocznej, w której przy pomocy Balla
zestrzelił 6 Rick Domów). Na osobną uwagę zasługuje kolejna postać
powracająca z F91: Zabine, będący podczas wojny z Cosmo Babilonią rywalem
Seabooka. Teraz współpracują, niemniej Seabook nie ufa mu. Całe bite 2,5 tomu
przewijał się wątek, że jednak można mu zaufać, po czym nagle przechodzi do
obozu wroga... Trochę dziwne to szczerze powiedziawszy było, jakby Tomino nie
za bardzo wiedział co z nim zrobić. Postacie po stronie Jupiter Empire są nieco
bardziej typowymi, ale wciąż ciekawymi postaciami. Szczególnie Barnes, który
jest świadomy okrucieństwa Jupiter Empire, ale mimo to wciąż mu służy. Sam
prezydent Jowiszowych kolonii - Crux Dogatie - to antypatyczny typ łączący
wszystkie najgorsze cechy dotychczasowych tyranów z UC.
Z
wartych wspomnienia postaci jest jeszcze Sherindon - kuzynka Cecily, która choć
nie zgadza się z kuzynką, to jednak wspomaga jej działania i prowadziła ciekawą
dyskusje z Tobią na temat Newtypów. No i Harisson, pilot Federacji, który choć
pojawił się tylko na moment, to jednak dał o sobie znać i “zapowiedział się”
przed sequelami, w których będzie miał więcej do powiedzenia.
Mechy
Maszyny
w Crossbone można podzielić zasadniczo na dwie grupy: tradycyjne późno-UC i
całkowicie nowe i odjechane. I podział ten również może dotyczyć wszystkich
trzech frakcji. Najbardziej standardowo wypadła Federacja, po stronie nieco
biernych i naiwnych obserwatorów widzimy wszystkich naszych starych znajomych
przede wszystkim Jegany i Gundamy F91 (jakby ktoś nie wiedział recolor modelu
F91 z filmu pojawił się właśnie w tej historii). Nic dodać, nic ująć, standard
najwyższej jakości. Mieszkańcy Jowisza mają tak dziwaczne maszyny, że nawet nie
będę próbował ich wymieniać czy tym bardziej opisać. Mają dosyć dziwne designy,
szczególnie specjalna straż księżniczki latała jakby w posągach kobiet… Na
koniec zostawiłem najlepsze: naszych wesołych piratów. Mamy starych znajomych z
F91 rysowanych w bardzo klimatyczny sposób. Ale oczywiście najważniejsze są
Gundamy. Dostajemy trzy sztuki Gundam Crossbone: X-1, X-2 i X-3. Nie różnią się
od siebie osiągami (jest mała różnica w wyposażeniu), tylko kolorystyką np.
Gundam którym lata Zabine jest cały czarny, Seabooka ma specjalny płaszcz
odbijający wiązki, a X-3 jest wyposażony w pole I-field w dłoniach, które przez
krótki okres czasu pozwala mu zaabsorbować każdą wiązkę. Podobnie jak oryginał
Gundamy mają w sobie CoreFightery, które zresztą jak na mój gust są dużo lepsze
od poprzednich generacji. Pod sam koniec historii na moment pojawiają się Gundam Crossbone’y masowej produkcji.
Oczywiście wszystkie maszyny Crossbone’a mają w swoim wyglądzie jakieś
odwołania do frakcji, czy jest to herb Crossbone Vangourd, czy trupią czaszkę i
skrzyżowane gnaty na głowach i kokpitach Gundamów. Świetnie potęgują klimat
historii, szkoda tylko że Gundamy masówki pojawiły się na tak krótko.
Kreska
I tu jest pies przegrzebany w sprawie łatwo przyswajanych opowieści o
szlachetnych piratach, którzy rabują, ratują Ziemie, gwałcą i mordują (za
wyjątkiem tych dwóch ostatnich). Rysunki są... Cóż bardzo specyficzne i na
pierwszy rzut manga wygląda jak produkcja dla małych dzieci. Generalnie chodzi
o postacie, które wyglądają wyjątkowo dziecinnie, ale tak jak piszę na pierwszy
rzut oka. Mi czytało się Crossbone’a na początku bardzo dziwnie, niemniej potem
to kreski się przyzwyczaiłem i po czasie stwierdziłem, że nawet dodatnio wpływa
na klimat opowieści.
Podsumowanie
Jedyny mainstreamowy Gundam nie posiadający serii telewizyjnej. Dobra solidna
fabuła, kapitalnie prowadzone ciekawe postacie i bardzo oryginalne mecha
design. Co prawda kreska z pozoru może odstraszać, to jednak warto się z
Crossbone’em zapoznać, to ważny element UC do tego lepszy od kilku animowanych
producji i to nie tylko z całego multiwersum, ale i z UC.
Ocena
10 Tetsujinów
Etykiety:
Crossbone Vangaurd,
Gundam,
Manga/Komiks,
Real Robots,
Recenzja,
UC,
Yoshiyuki Tomino
niedziela, 3 lipca 2011
Mobile Suit Gundam Silhouette Formula 91
Mobile Suit Gundam Silhouette Formula 91
Liczba Tomów: 1
Liczba Rozdziałów: 10
Rok Wydania: Październik 1992 - 1993
Uniwersum: Kalendarz Uniwersalny
Kolejna już manga będąca prequelem/side story do F91 Gundam. Jest dla mnie lekko zaskakujące, że z anulowanej serii TV, z której ostał się jedynie nieźle sformowany film z gotowego już materiału, powstała tak duża ilość pozycji mangowych związanych z tą serią. Oto kolejna preCrossbone’owa historia z późnego UC.
Rzecz znów dotyczy lotów testowych nowego Gundama, ale na szczęście Ci źli już nie kradną eksperymentalnego Gundama (mają własnego). W przeciwieństwie do F90, również sam konflikt został ukazany bardziej przekonywująco i dużo lepiej. Choć i tutaj ma się wrażenie, że od pewnego momentu opowieść nagle przyspiesza i zbyt pośpiesznie zamyka wątki. W zasadzie tytuł sprawia wrażenie lepiej zrobionego F90 z ciekawszymi i lepiej rozwiniętymi postaciami. Dodatkowo otrzymujemy strony, na których znajdziemy: naszych bohaterów z AE, złego kapitana Federacji, resztki, resztek Neo Zeonu i zapowiedź wydarzeń z animowanego F91 Crossbone.
Akcja rozwija się początkowo powoli. Przestawione zostają nam postacie, wszyscy dostają ciekawe backstory. To właśnie postacie podobały mi się najbardziej. Tokio, Iris i Layala to dobrze skonstruowane postacie, których los nie jest nam obojętny. Podobnie zresztą jak ich przyjaciół z AE. Mimo, że ostatnie rozdziały mocno przyspieszają i sprawiają nam duży zawód, to jednak zależność pomiędzy Tokio, Layala i Baza (tego złego kapitana Federacji) i ostatnie starcie pomiędzy nimi daje sporo satysfakcji. Finał sporo rekompensuje i maskuje niedoróbki końcowych rozdziałów. W zasadzie można się przyczepić, że Crossbone’a było niewiele i stanowił jedynie zapłon historii… szkoda. Za to podobał mi się wątek resztek, resztek Neo Zeonu- dowiadujemy się co się stało z ludźmi, którzy walczyli dla Zeonu w Drugiej Wojnie, a nie chcieli znów żyć pod rządami Federacji Ziemskiej. Dodatkowo manga wyjaśnia nam powody, dla których nowe maszyny są dużo mniejsze od kolosów znanych nam z Drugiej Wojny, czy wydarzeń przestawionych w Unicornie. No i poznajemy kolejne mało złote głoski jakie zapisała Federacja w smutnej historii kolonii.
Od strony technicznej jest bardzo dobrze, kreska świetna i klimatyczna. Bardzo dobre Mecha design.
Werdykt
Silhouette Formula 91 przypomina nieco F90 początkową konwencją testowania nowego Gundama. W tym czasie staje się coś niedobrego i grupa bohaterów musi sobie poradzić z kryzysem. Bardzo dobrze nakreślone postacie- rodzące się przyjaźnie i konflikty. Nieco przedwczesne zakończenie psuje trochę ogólne wrażenie. Tytuł znacznie bardziej udany od F90 i stanowi lepszy Prequel do historii znanej nam z filmu Anime.
Etykiety:
Crossbone Vangaurd,
Gundam,
Manga/Komiks,
Real Robots,
Recenzja,
UC
niedziela, 10 kwietnia 2011
Mobile Suit Gundam F90
Mobile Suit Gundam F90
Liczba Tomów: 1
Liczba Rozdziałów: 9
Rok Wydania: Październik 1990
Uniwersum: Kalendarz Uniwersalny
Rozpoczynam swój triumfalny marsz na Crossbone Gundam, który obrósł już w piórka prawdziwej legendy. Jednak zanim wezmę się za tę historię, trzeba zaznajomić się z tym, co było wcześniej i nieco lepiej poznać Gundama późnego UC. Tak więc, na tapecie luźny prequel F91 Gundam (serii TV która prawie była) - F90 Gundam.
Rzecz dzieje się parę lat przed wydarzeniami w F91 i w zasadzie nie ma nic fabularnie wspólnego z wojną z Crossbone. Historia opowiedziana w tym tytule mocno przypomina mi tą z F91 z dobrym i obiecującym początkiem, która od połowy przeradza się w bieg galopem do finału. A szkoda, bo rzecz zapowiadała się bardzo ciekawie i była to historia na więcej niż jeden tom. Fabuła opowiada o testach nowej maszyny federacji - Gundama F90, którego dwie sztuki są testowane w kosmosie przez naszych głównych bohaterów (Def, Sid i Navi (coś dla antyfanów Avatara). Jeden z Gundamów F90 zostaje skradziony przez tajemnicze ”stare” mechy Zeonu pamiętające czasy Wojny Jednorocznej. Federacja w obawie o to, co może tajemniczy przeciwnik zrobić ze skradzionym sprzętem powołuje nową flotę i wysyła ją w kierunku Marsa skąd przybyły wrogie siły. Wraz z eskadrą rusza trójka głównych bohaterów, którzy przy okazji ”łatwego” zwycięstwa mają zebrać dane z pozostałego im F90. Wśród załogi okrętu flagowego znajduje się też Porucznik Bosch weteran drugiej wojny z Neo Zeonem.
Jak już pisałem historia zaczęła się dobrze i tak pozostaje w zasadzie do dotarcia floty federacji na Marsa. Wtedy właśnie zamienia się to w pęd do zakończenia znany nam z filmów kompilacyjnych, czy F91. Wielka szkoda, bo klimat bezkresu kosmosu został pokazany wspaniale, a koncept starcia najnowszego sprzętu Fedków ze starymi Zaku wydawał się ciekawy. Wspaniała sposobność do pokazania, że liczy się pilot, a nie maszyna. Niestety walka pomiędzy obiema siłami była dla mnie zawodem bo szybko historia zaprowadziła nas do finału. Jeszcze raz powtórzę - wielka szkoda. Postacie są ok. Dobrze zaczęły, nieźle się rozwijały, ale przez końcówkę brakuje im polotu i wyrazistego charakteru (większy mieli już obaj porucznicy z Revival of Zeon), Sprawa tym bardziej rozczarowuje, że wszystkie postacie zapowiadały się ciekawie. Dowódca sił Fedków, dla odmiany, był niezły i podobał mi się. Główny przeciwnik naszych bohaterów, niby miał jakieś backstory, ale śreeednio to wypadło i niestety mało oryginalne. Zakończenie przeczytałem tylko i wyłącznie po to, żeby odfajkować i dowiedzieć się jaki los spotkał Navi (nie, nie niebieskie koty z Pandory). Końcówka została napisana mocno na siłę, choć bardzo dobre nawiązanie do 0079 zafundowano nam na zakończenie.
Od strony technicznej jest ok. Kreska wciąż mi się podoba, choć nie jest tak dobra i klimatyczna jak Revival of Zeon, ale przy okazji nie przeszkadza w czytaniu i pasuje do klimatu późnego UC. Designy MSów są bardzo dobre i również świetnie komponują się z klimatem opowieści. Zarówno główne Gundamy jak i inne MSy, także stare Zaku czy Domy, dobrze wyglądają.
Werdykt
Bardzo nierówny tytuł. Ma świetny klimat i dobrze budowaną historię z ciekawym wątkiem ocalonych z Zeonu, którzy uciekli na Marsa, ale z drugiej strony, mamy tu nierozwinięte postacie i wymuszony finał, jakby całość miała być dłuższa, ale zabrakło czasu, lub środków, na kontynuację. Niemniej, jest to dobre czytadło bez którego spokojnie można się jednak obejść, bo nie wpływa w ogóle na późniejsze historie.
Etykiety:
Crossbone Vangaurd,
Gundam,
Manga/Komiks,
Real Robots,
Recenzja,
UC
piątek, 24 grudnia 2010
Mobile Suit Gundam: Revival of Zeon
Mobile Suit Gundam: Revival of Zeon
Liczba Tomów: 1
Liczba Rozdziałów: 5
Rok Wydania: Październik 1988
Uniwersum: Kalendarz Uniwersalny
Przykładowe Strony:
Jednak stało się. W końcu zapowiadana od października debiutancka recenzja komiksu z Wielkimi Robotami w roli głównej. Choć chciałem wpierw zacząć od czegoś kiepskiego, to jednak atmosfera świąteczna zrobiła swoje i przedstawię wam naprawdę ciekawą pozycję będącą wypełnieniem luki pomiędzy ZZ Gundam, a Kontratakiem Chara.
Strona Fabularna
Revival of Zeon jest nieco nietypową pozycją, gdyż nie posiada wyrazistego głównego bohatera. Mamy tu bardziej do czynienia z bohaterem zbiorowym- żołnierzami Neo Zeonu, którzy pozostali na Ziemi po śmierci Haman Karn i zakończeniu Pierwszej Wojny Neo Zeonu. Choć brak postaci, z którymi możemy się identyfikować, powoduje że z pozoru czyta się tą pozycje bez większych emocji, nie jest tak do końca. Od drugiego rozdziału wszystko się zmienia. Całość jest podzielona na pięć rozdziałów opisujący pięć różnych operacji wojskowych, od rozpaczliwych prób by siły Federacji nie przełamały linii obrony, po zdobycie bazy Verboten w zachodniej Europie i wycofanie się wszystkich sił z Ziemi, by wzmocnić nowonarodzony drugi Neo Zeon pod panowaniem Chara. Nie ma tu typowego Gundamowego scenariusza. Raczej obserwujemy rozpaczliwe zmagania zwykłych żołnierzy, którzy pomimo (kuriozalnej wręcz) klęski, wciąż walczą za swoje ideały. Co najważniejsze, choć cała historia skupia się na żołnierzach Zeonu, to nie zapomniano, też o Federacji, choć to oni są tu postaciami negatywnymi. Oczywiście, jeżeli można w ogóle mówić w przypadku Gundama, o stricte negatywnych i pozytywnych postaciach. Dano parę dialogów i dla nich, aby ich nieco „uczłowieczyć”. Wracając do naszych żołnierzy z Axis- dano nam kilku pilotów, których przestawiono bliżej. Przede wszystkim jest to Porucznik Kurtz, który stał się bohaterem operacji zdobycia bazy Verboten. Jest on na pewno bardziej wyrazisty, niż porucznik Brown z poprzednich rozdziałów. Pozycja ta wybitnie jest kierowana do osób lubiących Zeon lub interesujących się okresami z pomiędzy filmów. Ja, jako wielki fan organizacji z Side 3, czytałem ten tytuł z wypiekami na twarzy, ostrożnie śledząc losy maluczkich pilotów walczących o przetrwanie na niegościnnym terenie. Same bitwy zostały przestawione bardzo dobrze. Są wyraziste i dynamiczne, a przy tym czytelnik nie gubi się w całej tej zawierusze. Kolejnym mocnym punktem są klimat i rysunki, które genialnie pasują do Zeonu, bazującym na lekkim zwermachtowieniu ich wizerunku, który nawiasem mówiąc osiągnął szczyt w pierwszym Igloo. Zarówno mundury obu stron jak i lekko zmodyfikowane designy znanych nam już mechów z Zety czy ZZ przypadły mi mocno do gustu. Modyfikacje nadały im bardziej realistyczny wygląd (nieco II Wojenny klimat). Bardzo fajnym dodatkiem są też pierwsze strony, które opisują nam MSy jakie napotkamy oraz przestawiają żołnierzy w różnych sytuacjach jeszcze bardziej potęgując klimat i odpowiednio przygotowując do historii właściwej. Z postaci znanych, mamy krótką wzmiankę o Brightcie, jak i występ Chara, który rozkazuje wspomóc siły na Ziemi wszystkim co im potrzeba.
Mechy i jak są narysowane
Trochę tego tutaj jest. Nasi bohaterowie używają najróżniejszego sprzętu, zarówno swojego, nowego, wyprodukowanego przez nową organizacje Chara, jak i starego, niekiedy z demobilu, sprzętu pozyskanego w różnoraki sposób. Wszystko, aby nasi bohaterowie mogli związać koniec z końcem. Tak więc ujrzymy zarówno Domy, jak i HiZaki, Murasaie, czy nawet The O. Po stronie żołnierzy z kosmosu z nowszego sprzętu ujrzeliśmy Geara Douga, jak i Sasabi. Federacja otrzymała wersje produkcyjne Mark II, Zety i ZZ Gundamów. Widzimy tu także debiut RE-GZ, jak i prototyp Nu Gundama pozbawionego funeli (coś czuje, że chodzi o Hi-Nu Gundama). Doskonale też wyszło urealnienie Mechów. Gundamy nie straciły wiele na swojej sile, ale przestały być niepokonanymi ruchomymi fortecami i wiele z nich zobaczymy strącanych z nieba, czy niszczonych jedną serią. Rysunki są znakomite. Szczególnie spodobał mi się Sasabi, obłożony siatką maskującą i różnorakimi roślinami zielonymi. Także Geara Douga wygląda świetnie w maskowaniu leśnym. Z innych wartych uwagi designów jest nieco zmodernizowany The O, który nabrał sporo charakteru i znacznie lepiej wygląda niż oryginał z Zety. Gundamy też nie wyglądają gorzej, szczególnie dobrze prezentują się w formach myśliwców. Postacie ludzkie są narysowane nietypowo jak na mangi- brak wielkich oczu, czy głów porażonych prądem, a żołnierze wyglądają jak żołnierze.
Werdykt
Świetny tytuł będący uzupełnieniem Kontrataku Chara, ze świetnymi i klimatycznymi rysunkami, które powinny stać się standardem w Gundamowych mangach/komiksach, a niestety są wyjątkiem. Tytuł dla każdego lubiącego efektowne, ale realistyczne batalie. Zawodzić może brak wyrazistego bohatera spinającego wszystkie rozdziały mangi w całość.
Etykiety:
Gundam,
Manga/Komiks,
Real Robots,
Recenzja,
UC
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















