poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Transformers Animated

Transformers Animated
Rok Produkcji: 2007 - 2009
Liczba Odcinków: 39
Opening





Fabuła
              Na zakończenie mojego „wielkiego” maratonu sygnowanego marką Transformers zostało coś nieco bardziej kontrowersyjnego: Transformers Animated. Fabuły przybliżać raczej nie zamierzam, bo to to samo, co zawsze - Autoboty walczą z Decepticonami. Nic nowego i tym bardziej zaskakującego jak się na to spojrzy na pierwszy rzut oka. A jak się poświęci temu trochę więcej czasu, to też nie dostrzeże się wielu ciekawych wątków. Ale za to ogląda się ten serial z prawdziwą przyjemnością. Generalnie moje największe zarzuty do Animated wynikają głównie z powodu wielkiego hype’u jaki powstał przy okazji emisji odcinków i wycieków „nowych postaci” jakie miały się w serialu pojawić. No i fakt, że serial został anulowany w 3 sezonie emisji wcale nie pomaga, bo wiele ciekawszych wątków zostało przerwanych, a ich pseudo zakończenie uważam za uwłaczające. Szczególnie chodzi mi o wątek Blackarachni, który został zakończony wyjątkowo słabo, ale przy okazji w tym feralnym odcinku dodano sto ton nawiązań do Beast Wars i wszyscy (a szczególnie fani BW) byli zadowoleni. Ja nieszczególnie. Fabuła była całkiem ok, postacie i narracja też, ale zakończenie tego wątku, z niezłego epa zrobiło odcinek katastrofalnie słaby. Finał całego serialu również ma wszelkie symptomy zakończenia czegoś przed czasem: napisane na szybko i po łebkach, niektóre elementy wydawały mi się wymuszone i wymyślone na poczekaniu. No i prawdę powiedziawszy pod całą tą otoczką humoru, nawiązań i paru sympatycznych postaci seria ta nie ma wiele do zaoferowania. Tylko wprowadza coś nowego, to zaraz spada to na dalszy plan i nowe elementy są wykorzystywane stosunkowo rzadko. Fabuła w żaden sposób nie jest zaskakująca czy wyjątkowo porywająca. Jest poprawna, nieźle prowadzona, ale bez większych ambicji - taka typowa rzemieślnicza robota. Ale to nie opowieść w TF Animated jest najważniejsza, ale przede wszystkim tony nawiązań. Wręcz wylewające się z każdej sekundy nawiązania do poprzednich serii! I to wszystkich, nawet tych mniej popularnych, które nigdy nie opuściły Japonii. No i humor… Animated jest przerysowane i samoświadome, przez co tworzy kapitalną lekką atmosferę, dzięki której serię ogląda się doskonale i odcinki, mimo sporej wtórności, nie męczą. Dodatkowo poza przedstawianiem uniwersum Transformers w krzywym zwierciadle, mamy też sporo analogii do innych franczyz spod sztandaru Hasbro (m.in. Kucyki Pony).
              Oceniając poszczególne sezony Animated widać solidną pracę scenarzystów, którzy w pełni zasłużyli na swoją wypłatę (a czasami nawet na premię). Zdecydowanie najlepszy jest sezon nr 2. Trzeci dobrze się zaczął, ale decyzja o anulowaniu serialu spowodowała znaczny spadek poziomu. Pierwszy, mimo że w sumie najsłabszy, niewiele ustępuje kolejnym, służy ustabilizowaniu Transformerów na Ziemi i zbudowaniu relacji pomiędzy ludzkimi postaciami a Autobotami i ich przeciwnikami.

Postacie
             Na temat występujących postaci można napisać dużo dobrego, jak i wiele złego. Autoboty przestawiają się bardzo dobrze, każdy z nich jest interesujący. Każdemu też przypisano ciekawe backstory, które posłużyły do powstania jednych z najlepszych wątków pobocznych (nawet ciekawszych niż wątek główny). Podobało mi się szczególnie to, że Prime po raz pierwszy nie wyróżniał się tak mocno spośród podwładnych (podobnie zresztą jak Primal z BW), a jeszcze bardziej to, że nie był takim "bogiem" jak w G1 czy UT. Bulkhead rehabilitował u mnie to imię. Sympatyczny, niezdarny olbrzym. Prowl jest cóż… Prowlem z dodatkiem transformowego Ninjutsu (Metalikato). Ratchet również jest świetny i jego zrzędliwość przeszła już do kanonu, bo kolejne wcielenia tej postaci, także ukazane są z takim charakterem. Jedynie BBB jakoś nie przypadł mi do gustu. Był irytujący i, mimo że dostawał lekcję pokory w każdym odcinku z nim w roli głównej, przez całą serię niewiele się nauczył. Reszta drugoplanowych Autobotów jest zróżnicowana: Jazz jest kapitalny, Sentinel na swój sposób też jest sympatyczną postacią, nawiązującą do postaci Kleszcza (wygląd i aktor, który podkładał mu głos), Ultra Magnus zastąpił Optimusa w roli "boskiego" przywódcy. Reszta Botów (za wyjątkiem Omegi Supreme i Arcee) jest jedynie tłem, które zajmuje drugi i trzeci plan.
              Z Decepticonami udało się to, co nie udało się w UT - zrobić z nich postacie ciekawe, zabawne, a przy tym tworzyć klimat realnego zagrożenia dla głównych bohaterów serii. Taki Blizwing przez swoje roztrojenie osobowości jest prześmieszny, z drugiej strony jest skutecznym wojownikiem. Podobnie reszta Decepticonów, ze Starscreamem który wraz ze swoimi klonami jest wielkim nawiązaniem i pokazaniem w krzywym zwierciadle Seekerów z G1. Główny zły - Megatron - o dziwo został zrobiony całkiem przyzwoicie, głównie dzięki aktorowi który podkładał jego głos. Co prawda był przepakowany, ale wciąż w granicach zdrowego rozsądku, co trzeba chwalić bo lider Conów, poza mało oryginalnym charakterem, ma tendencje właśnie do przepakowania niemalże bez limitu.
              Pozostają jeszcze Transformery „neutralne”. Dinoboty są bardzo fajne, ale ich potencjał został całkowicie zmarnowany, zostawiając sporo niedosytu, a szkoda. Lockdown z kolei był świetną postacią, taki zły Clint Eastwood chcący zarobić na obu stronach konfliktu. Z Contructiconami mamy w zasadzie taką samą sytuacje jak w wypadku Dinobotów. Wreck-Gar też był tylko w dwóch odcinkach i mimo iż oba były bardzo udane, to wciąż czuć niedoszacowanie tej, jak i innych, postaci z poza głównej drużyny.
              Z ludźmi to osobny kryminał. Taki Fanzone jest świetny (jak tłumaczył różnice między machinofobią, a nienawiścią do maszyn ^^). Bardzo zabawni są również ludzcy przeciwnicy Autobotów z Headmasterem na czele, wszyscy oni nawiązują i ukazują w krzywym zwierciadle najróżniejsze ikony dziecięcej/młodzieżowej popkultury. Całość kupuję bez problemu.
              Główna postać „ludzka” - Sari - była w porządku przez pierwsze dwa sezony. W trzecim dorobili jej, nie wiadomo po co i na co, Cybertroński rodowód, co dla mnie całkowicie zaprzepaściło tę postać jak i cały sens jej występu w serialu. Może dlatego jej rola (poza początkiem 3 sezonu) została ograniczona bardzo drastycznie, a wielka szkoda bo była równie dobra jak Koji z RiDa czy Kiker z pierwszych epów Energonu.

Animacja i Muzyka
              Jeżeli chodzi o tę całą kontrowersyjność Animated to właśnie tu jest pies pogrzebany. Nie w fabule czy postaciach, jak wielu się zarzeka. Animacja jest… cóż "Cartoon Networkowa" ze wszystkimi tego zaletami i przywarami. Niektórym się podoba, innym już nie koniecznie (no bo jest taka „dziecinna”). Mnie osobiście oprawa wizualna Animated podeszła, doskonale wpasowała się w satyryczno–nawiązująco–parodiujący klimat całego serialu. Dużo gorzej by to wszystko wyszło, gdyby postarali się o bardziej realistyczną animację.
              Muzyka jest ok. Doskonale pasuje do serii i dozowana jest umiejętnie i z umiarem.

Podsumowanie
Animated w przeciwieństwie do swoich poprzedników nie chce być traktowana poważnie. To jeden wielki hołd dla wszystkich poprzednich serii TF. Niemniej mogli się nieco bardziej postarać przy pisaniu scenariuszy poszczególnych odcinków bo, mimo że wszystko jest zrobione poprawnie, jednak czuć tu wtórność.

Ocena
7,5 Tetsujina

1 komentarz:

olloxd pisze...

http://voguexo.blogspot.com/